wtorek, 29 czerwca 2021

Różne, varia, to i owo

Bagienko, czyli ten nieszczęsny wybieg ( https://www.swuj.pl/bagienko) - Mamy już wyniki inwentaryzacji ornitologicznej na Bagienku. W tej iławskiej enklawie przyrodniczej występuje 27 gatunków ptaków. Większość ściśle chronionych. O krzyżówkach, kokoszkach i kwiczołach mieszkańcy dobrze wiedzieli. Ale są też i niespodzianki. Dokładny spis gatunków ujawnimy za rok, po inwentaryzacji porównawczej. Informację tą otrzymała także Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska i Ministerstwo Klimatu. Ministerstwo Klimatu uprzejmie odpowiedziało że oni nic tu nie mogą i żebym sam się z tym bujał po sądach. 

Po sądach również mogę się bujać w sprawie odebrania mi prawa do petycji. Mimo, że w petycji odniosłem się do wyroku NSA, żeby ograniczyć urzędnikom próby udawania idiotów, to jednak podjęli decyzję żeby to robić. Pomimo tego, że jest inny wyrok NSA, mówiący o tym że nie można sobie zmieniać i dowolnie interpretować petycji: "W doktrynie prawa administracyjnej przyjmuje się, że organ administracji publicznej nie jest uprawniony do precyzowania treści żądania, ponieważ mogłoby to prowadzić do niedopuszczalnej zmiany kwalifikacji prawnej żądania, wbrew intencjom osoby wnoszącej podanie" Więcej, w aktualizowanym wpisie tutaj: https://kurpiecki.blogspot.com/2021/03/tajemniczy-chochlik-w-radzie-miasta.html ). Ale praktyka w Polsce jest taka że urząd może sobie wymyślić prostackiego fikołka prawnego, a obywatel może się z tym 10 lat obijać po sądach. Aż ostatni człowiek zapomni zapomni o co w tym chodziło. Kiedyś pisałem interpretacje prawnicze pod pozycjonowanie (SEO) i jak widzę że ktoś mnie odpędza prawnym bełkotem, o takiej jakości jak miejscowi, to trochę boli. Ale co zrobisz, życie. 

Z lepszych wiadomości. Z projektem "Leśny Przewodnik" (LP) byłem w telewizji regionalnej (TVP Olsztyn) i w ogólnopolskiej. Opowiadałem trochę o lasach. 




Jeśli ktoś mnie czyta to wie że LP to pod-projekt konceptu podróży międzygalaktycznych (a przy okazji nieśmiertelności - https://www.welcomeback.space/polski-strona-główna), który rozwijam. Docelowo LP ma zapewnić finansowanie nowoczesnej edukacji w Iławie i dać początek strefie ochronnej przeznaczonej dla ludzi (z dala od cyborgizacji). Dodatkowo we wrześniu robię Mały Kongres Transhumanistyczny, właśnie w lesie. Straszą kolejną falą, więc kongres odbędzie się  w wersji rozproszonej. :-) https://www.facebook.com/events/730714064139779





wtorek, 15 czerwca 2021

Wilki, a Iława i okolice Jezioraka

 


Po ostatnim spotkaniu z wilkiem, który rzucił się nagle w moją stronę, siadłem na chwilę do informacji, na temat tego zwierzęcia, ze świata, żeby zobaczyć co może się stać w przyszłości. Chodzi głównie o przypadkowe spotkania wilków ze zwykłymi użytkownikami lasów wokół Jezioraka.

Od kilku lat wiemy, często z mediów że wilki są w naszej okolicy. Spotykane są już nie tylko przez ludzi pracujących w lesie czy myśliwych ale i przez spacerowiczów czy biegaczy. I z moich informacji wynika, że nie są to spotkania rzadkie. Wilki stały się częścią naszego otoczenia. W Polsce szacuje się ich populację na 2000. Po przeliczeniu, na powierzchnię lasów nadleśnictw Iława i Susz (łącznie), przypada statystycznie około 10 wilków*.  Choć ilość tych stworzeń na dany obszar lasu jest raczej stała, to w pewnych okresach będzie się zwiększać, a co za tym idzie, nasze spotkania z nimi będą coraz częstsze. Czy może być to dla nas zagrożeniem i co robić w razie spotkania?

Odpowiedź krótka – nie, nie jesteśmy zagrożeni, a w razie spotkania wilki po prostu się oddalą. Odpowiedź dłuższa – choć statystycznie to mało prawdopodobne, warto być przygotowanym na to że może być trochę inaczej. 

W przypadku mojego ostatniego spotkania z wilkiem było tak ( tutaj opis: https://www.facebook.com/Ilawski/posts/288626166328896 ) że wilk usłyszał hałas lub wyczuł mój zapach i rzucił się do ucieczki. Tyle że w moją stronę, oślepiony światłem słońca. Dopiero po chwili mnie dostrzegł i czmychnął w tył. W przypadku wilków które podeszły do pilarzy z Brzozowa i szczerzyły kły, były to osobniki bardzo młode i zachowały się niezbyt racjonalnie. Przy ataku na dzieci w Przysłupie, ludzie wskazują, na podstawie zdjęć i sposobu ataku, że był to raczej wilczak czechosłowacki, czyli mieszanka hodowlana. Wilk, który straszył spacerowiczów w Lublinie, również okazał się wilczakiem, który oddalił się od właściciela na kilkaset kilometrów.  

W mediach, oprócz głosów wyważonych, mamy też przekazy stronnicze. Z jednej strony zdarzają się obrońcy wilków, posuwający się do stwierdzenia że wilk jeszcze nikogo nie zabił i nie odnotowano ataków na ludzi, co nie jest prawdą. Z drugiej strony mamy widoczny wpływ środowiska myśliwskiego, które zainteresowane jest naciskiem na regulację wilków za pomocą odstrzałów. Dla tego środowiska wilk jest naturalną konkurencją ponieważ zmniejsza ilość potencjalnych trofeów myśliwskich.  W związku z tym zainteresowani są oni demonizowaniem wilków. 

Opierając się na analizie badań i doniesień z całego świata ( https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_wolf_attacks ), można stwierdzić że ataki na osoby dorosłe są bardzo rzadkie. Takich ataków w których wilk traktuje nas jak pożywienie, jest kilka w roku, przeważnie w Azji. Atakowane są zwykle kobiety i małe dzieci. To znamy z lokalnych historii o pastuszkach. Rzeczywiście samotne dzieci mogą byś postrzegane jako ofiara do zjedzenia. Dorosły mężczyzna bardzo rzadko. Inny rodzaj ataku zachodzi w przypadku gdy człowiekowi towarzyszy pies. Dla wilka pies jest postrzegany jako konkurent do terytorium, więc to normalne że go atakuje, przy okazji może oberwać się człowiekowi, który broni psa. No i trzeci rodzaj agresji, na którą warto zwrócić uwagę jest wścieklizna. Tutaj mamy przypadki na Białorusi czy na Ukrainie. Więc całkiem blisko. U nas profilaktyka przeciwko wściekliźnie jest dość zaawansowana, zwłaszcza dotyczy to wykładania szczepionek dla lisów, więc są to przypadki rzadkie, jak wilk atakujący ludzi w Ustrzykach w 2004. Wilk może też zaatakować gdy zbliżymy się do jego młodych. 

Co do tego jak się zachować gdy spotkamy wilka, można poczytać na stronach lasów czy stowarzyszenia Wilk:

https://www.polskiwilk.org.pl/jak-chronic/postepowanie-z-nieplochliwymi-wilkami

https://www.lasy.gov.pl/pl/informacje/aktualnosci/co-zrobic-gdy-spotkasz-wilka

Streszczając – wilk najczęściej sam odejdzie. Gdy jednak się zbliży i jest zuchwały, udajemy wielkiego, unosząc ramiona i krzyczymy. Jeśli nie zadziała, następnym etapem jest rzucanie przedmiotami, np. gałęziami, grudami. I tutaj moja uwaga. Nie zawsze w lesie jest tak że pod ręką jest coś pokaźnego do płoszenia wilka. Nie wszędzie leżą grube gałęzie. Dlatego osobom przezornym, udającym się samotnie w odludne miejsca polecam znalezienie, po wejściu do lasu, jakiegoś grubszego kija. Do płoszenia czy obrony zapewne nigdy nam się nie przyda ale pomocny jest przy badaniu czy mokradła na które wchodzimy są głębokie w miejscu gdzie chcemy przejść, do strząsania kleszczy z krzaków przez które chcemy się przedrzeć, czy po prostu do jednoczesnego treningu mięśni ramion w czasie spaceru. 

Okoliczne lasy nie są puszczami, są poorane drogami, wokół dużo osiedli ludzkich, więc siłą rzeczy wilki do człowieka się przyzwyczajają. Gdy mieszkałem w Gdańsku, pod dom podchodziły dziki, tak samo jak pod największą galerię handlową w Gdyni. Ostatnio wilk odwiedził także trójmiejskie osiedle, przez które przechodził codziennie mój syn chodząc do szkoły (w tym część drogi pokonując przez lasek). Mieszkając blisko lasu będziemy widywać zwierzęta, które na chwilę z niego wyjrzą. Czasem tym zwierzęciem będzie wilk. I nic w tym dziwnego.

Wilka wściekłego praktycznie nie mamy szansy praktycznie u nas spotkać. W 2019 był jeden lis przy granicy z Białorusią i kilka nietoperzy. W tym roku wściekłych lisów było już kilkanaście w Polsce ale za tym poszła akcja wykładania szczepionek w lasach. Tak więc chory neurologicznie wilk ma małą szansę do nas dotrzeć.  A jak już dotrze, to i tak pierwszy zauważy go ktoś z samochodu, jak to miało miejsce w tym przypadku, z kojotem: https://youtu.be/N_STtp3q7t8 , tak więc tym scenariuszem nie bardzo bym się przejmował.

Zapraszam do lasów: www.przewodnik.ilawa.pl



* W Bieszczadach mamy 9 wilków na 100km2, w pobliskich Borach Tucholskich 1,6 wilka na 100km2. Na podstawie danych z inwentaryzacji w innych lasach, możemy przyjąć że w naszym regionie jest około 2 wilków na 100km2. Co też odpowiada liczbie około 10 szt. na lasy wokół Iławy i Jezioraka. Na podstawie zasłyszanych informacji o spotkaniach z nimi w naszej okolicy, szacowałbym tutejszą populację na więcej, ale być może to tylko wrażenie.  W naszych okolicach nie była prowadzona inwentaryzacja wilków więc nie mamy lepszych danych.. Dane z innych lasów tutaj: RAPORT_KONCOWY.pdf (gios.gov.pl)


Zdjęcie - Federico di Dio - Unsplash
 



poniedziałek, 24 maja 2021

Mediom znudziło się straszenie covidem. Straszą chrząszczami.

 W mediach przetoczyła się fala ostrzeżeń przed chrząszczem - oleicą krówką. Tak jak np. na załączonym obrazku. Tekst mrożący krew w żyłach:  "Już jedna jej kropla niesie śmiertelne niebezpieczeństwo". Ale żaden dziennikarz nie pofatygował się obliczyć kiedy to niebezpieczeństwo wystąpi. No więc z grubsza policzyłem. Przeciętny człowiek umrze gdy przyswoi kantarydynę z półtora oleicy krówki. 

Dane co do zawartości kantarydyny  w oleicach ( Berberomeloe majalis, Physomeloe corallifer ) wziąłem stąd: https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0111057

Dawkę śmiertelną z Wikipedii: https://en.wikipedia.org/wiki/Cantharidin

LD50 (median dose) 0.03–0.5 mg/kg (human) Do obliczeń wziąłem  0.2 mg/kg.

Suszony owad 1 szt. waży średnio 0,5g 

Koncentracja kantarydyny w owadzie to 20mg/g (w Physomeloe corallifer, która bardziej przypomina naszą oleicę). Czyli mamy 10mg kantarydyny na owada. Tyle zabija człowieka o masie 50kg. 

Więc człowiek o wadze 75kg musi przyswoić truciznę z półtora oleicy żeby umrzeć. Egzemplarz którego ostatnio widziałem miał około 4cm, (zwykle są mniejsze) więc te wszystkie wartości powyżej są szacunkowe. Poza tym trzeba wziąć pod uwagę że nie wchłonie takiej ilości substancji przez skórę. Ze zjedzeniem też będzie problem, a ile tej trucizny przedostanie się do krwiobiegu trzeba zapytać toksykologa. W Wikipedii piszą że już połknięte 10mg może być zabójcze. 

Generalnie, straszenie oleicą ma taki sam sens jak straszenie, właśnie kwitnącą, konwalią majową. Która oczywiście też jest śmiertelną trucizną. No ale tu pechowo można przypadkiem napić się wody ze szklanki w której stały konwalie. A kto by jadł nieznane chrząszcze?



fot: Krzysztof Kurpiecki




A tak przy okazji, jeżeli chcecie wiedzieć jak odstraszać strzyżaki jelenie (latające kleszcze) czy zamówić repelent/odstraszacz  - "Idź Stąd" zapraszam na stronę Leśnego Przewodnika (Iława i okolice Jezioraka): Leśny Przewodnik - Iława - Strzyżak jeleni - jak odstraszyć.




Update 25.05: Ciekawostka. Na ten mój wpis powołał się portal fakenews.pl ( https://fakenews.pl/zdrowie/nie-ten-owad-nie-moze-zabic-czlowieka/) wytykając takim mediom jak Onet, TVP Info, Wirtualna Polska, Gazeta.pl Podróże, O2.pl, Dziennik Bałtycki, TokFM.pl czy wMeritum.pl, taką sobie rzetelność ich publikacji.


wtorek, 11 maja 2021

Zaczęli budować wybieg dla psów. Przepłoszenie stąd np. 3 gatunków ptaków to strata korzyści dla mieszkańców o równowartości 1 000 000 złotych.

Kończymy powoli inwentaryzację na Bagienku. Koszt utraty 3 gatunków ptaków to strata korzyści dla mieszkańców, o równowartości około 1 000 000 złotych. A właśnie zaczęli płoszyć ptaki budową wybiegu.

Biorąc pod uwagę dane z profesjonalnej inwentaryzacji ornitologicznej, na podstawie badań naukowych obliczyłem jakie będą straty mieszkańców okolic  w przypadku wypłoszenia ptaków przez postawienie tutaj wybiegu dla psów. To równowartość około 1 000 000 złotych rocznie (przy założeniu utraty trzech gatunków). Więc nie jest to żadne "ojtam, ojtam, jakieś ptaszki, kogo to obchodzi" tylko strata, którą łatwo zmierzyć pieniądzem. To ważne w przypadku budowy, która jest nielegalna i powstaje wbrew opinii 95% mieszkańców.

Psy, z uwagi na naturalne predyspozycje, używane są do płoszenia ptaków na lotniskach, więc można założyć, że schodzenie się tutaj psów z całego miasta będzie miało ten sam efekt. W konsekwencji liczba obecnych tu gatunków będzie się zmniejszać, co automatycznie obniży dobrostan mieszkańców.

Jak dowiodły badania*, zwiększenie ilości gatunków ptaków o 10%,, w miejscu uczęszczanego przez badanych, to wzrost satysfakcji z życia, na poziomie otrzymania dodatkowej sumy 865 zł (190EUR) miesięcznie.

Jak wiemy z psychologii społecznej, strata jest odczuwalna bardziej od zysku, w związku z tym silniej oddziałuje na satysfakcję życiową ale nie będę mnożył tego przez dodatkowy współczynnik. Więc dla straty 10% w liczbie gatunków, przyjmiemy również sumę 865zł miesięcznie. Przy 30 gatunkach, wychodzi 288zł za potencjalnie utracony gatunek. Suma ta oczywiście jest stratą dla każdego kto korzysta z dobrodziejstw natury na Bagienku. Przy mniejszej liczbie gatunków straty będą proporcjonalnie większe, a my mamy na razie 20 gatunków zaobserwowanych na Bagienku.

Zakładam liczbę okolicznych mieszkańców na 600 osób. W tym, zachowawczo założę że miłośników natury mamy tu 1/3. Czyli 200 osób. Z uwagi na to że większość gatunków pojawia się tu wiosną, a znika jesienią, do wyliczenia bierzemy 6 miesięcy. W przypadku utraty jednego gatunku, koszt straty dla okolicznych mieszkańców, to 345 tysięcy. W przypadku utraty 10 gatunków to prawie 3 miliony złotych. Ilość gatunków na Bagienku będziemy mierzyć co roku. 

Oczywiście nie jest to jedyna strata psychologiczna. Np. nie możemy zmierzyć kosztu utraty obiecanej tu publicznie przez Urząd Burmistrza i opisanej w mediach strefy seniora. Pomijając to, że jak nowa osoba obejmuje urząd to mogłaby skonsultować z mieszkańcami to czy nowe pomysły na zagospodarowanie ich sąsiedztwa im odpowiadają. Niestety władze wolały podjąć decyzję bez żadnej konsultacji z najbardziej zainteresowanymi, i to w taki sposób że mieszkańcy nie mieli żadnych możliwości się przed tą decyzją obronić.

*Link do badań: https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0921800920322084?via%3Dihub

Badania oparte są na analizie danych dotyczących satysfakcji z życia i informacji socjo-ekonomicznych ponad 26 tysięcy Europejczyków. Więc jest to solidna próba.

W badaniach była brana pod uwagę mediana przychodu na poziomie europejskim (1237 euro). Jest to trochę więcej niż polska średnia krajowa (5411zł).

Wyniki pełnej inwentaryzacji przedstawimy w tym miesiącu, choć wyniki mogą być zakłócone z uwagi na rozpoczęcie procesu płoszenia ptaków przez Urząd Miasta Iława.

Więcej o sprawie Bagienka na: SWUJ.PL - Bagienko



wtorek, 27 kwietnia 2021

Lobbing i posttranshumanizm. O tym po co zapraszano mnie pod Biały Dom. I o nowym ruchu społecznym w Iławie.

Ruszamy dalej ze staraniami o lepsze lasy wokół Iławy i Jezioraka. Tym razem chodzi o konsultacje i certyfikaty. Wszystko jest pod adresem nowo powstałego ruchu społecznego, który ma zająć się sprawami lasów, od strony społecznej. Spytamy mieszkańców okolic Iławy o ich opinie i potrzeby. Link pod tekstem.

Mój felieton na temat lasów opublikował Tygodnik Spraw Obywatelskich ( https://instytutsprawobywatelskich.pl/lesne-wojny/ ) To jedno z ważniejszych pism społecznikowskich w Polsce, więc polecam.  Szefa tygodnika, Rafała Górskiego, kojarzę z czasów gdy zdarzało mi się pisać o TTIP, handlowej umowie UE-USA, która była negocjowana kilka lat temu. I oprócz posłów z sejmowej komisji ds. TTIP – Winnickiego i Tarczyńskiego, którzy gdzieś tam subskrybowali moje treści na ten temat, zauważyłem że właśnie on zainteresował się tematem. Jak wieloma niszowymi, nie nagłaśnianymi ale bardzo, bardzo ważnymi sprawami. Jak na przykład modyfikacje genetyczne. Właśnie przy okazji modyfikacji CRISPR, w związku z którą pisał na twitterze, wymieniliśmy kilka słów. Kilka miesięcy temu linkowałem na moim profilu FB, do Forum Geopolitcznego, organizowanego przez ten instytut, na której miałem okazję zadać pytanie prof. Leszkowi Sykulskiemu i innym uczestnikom debaty, dotyczące sztucznej inteligencji. Sykulski porusza, od czasu do czasu, zagadnienie transhumanizmu.  A jak może wiecie, pracuję nad tym ,żeby po erze cyborgizacji, pozostała też jakaś enklawa dla ludzi biologicznych, takich jak my. Można to nazwać posttranshumanizmem. 

Przy okazji pisania o TTIP uczestniczyłem również w konsultacjach dotyczących tej umowy. Ale co ciekawe, od strony amerykańskiej. Jako członek Business Coalition for Transatlantic Trade. Zawsze lepiej mi się współpracowało z amerykańską kulturą biznesową niż z europejską. Stąd może i mój wybór aby negocjacje obserwować od tamtej strony. Wiązało się to z częstymi zaproszeniami do budynku Amerykańskiej Izby Handlowej. To naprzeciwko Białego Domu, po drugiej stronie ulicy. Czy nawet na spotkanie z kongresmenami w budynku Rayburna przy Kapitolu, czy w Brukseli. Przez jakiś czas czułem się prawie jak przedstawiciel wielkiej rodziny lobbystów. Oczywiście mój wpływ na kształt umowy byłby żaden, a Morawiecki i Emilewicz zapowiedzieli że podpiszą wszystko w ciemno, więc nawet rola społecznego reportera nie miała sensu. No ale gdyby Trump nie zablokował tego dealu, i praca nad tym byłaby kontynuowana, pojechałbym sobie turystycznie do USA. Ciekawe czy dostałbym wtedy wizę jako lobbysta? 

A jeżeli chodzi o lasy wokół nas to właśnie ruszamy z ruchem społecznym "Kocham Las i Planetę" - KLIP, dzięki czemu łatwiej będzie nam czuwać nad tym aby nasza przyroda była coraz lepsza. Pytamy mieszkańców, które miejsca warto ochronić przed wycinką. Które lasy mają być rekreacyjne, a które powinny być nienaruszaną ostoją bioróżnorodności. Nasze propozycje są na mapie, czekamy na inne. To plan na kilka lat bo bierze pod uwagę plany urządzania lasu i kalendarz wyborczy. Zapraszam na stronę:   www.klip.ilawa.pl 

A jeżeli chcecie być na bieżąco to polubcie profil ruchu na FB: https://www.facebook.com/klip.ilawa

KLIP IŁAWA
Edytowane.04.05.2021


niedziela, 11 kwietnia 2021

Wycinki, koronawirus, zbiorowe złudzenie i histeria.

 Z wycinkami lasów jest jak z covidem. Ludzie nagle zaczęli je dostrzegać i wydaje im się że to coś niezwykłego. Stąd w portalach społecznościowych mnóstwo takich obrazków jak niżej. Dla okolic Iławy 3 miesiące temu porównywałem zdjęcia satelitarne z okresu 10 lat i nie widzę różnic w ilości większych rębni. Ale będę to sprawdzał też. innymi metodami. Choć na razie moja teza jest taka że ilość wycinek nie zwiększyła się znacznie w ubiegłym roku. Po prostu ludzie chętniej chodzą do lasu i je zauważają. 

To psychologiczny klasyk wybiórczego postrzegania rzeczywistości. Dokładnie to co w przypadku epidemii dziur w szybach samochodów w Seattle ( Seattle windshield pitting  – tłumaczenie zamieszczam poniżej). Tak jak w przypadku koronawirusa, nagle zaczęto zwracać uwagę na coś normalnego, co istniało od zawsze. Przy wirusie wchodzą w grę jeszcze elementy biznesu i wojny informacyjnej ale mechanizm psychologiczny jest taki sam. Nawet jeśli, tak jak wirus grypy, mutuje. 

Okazało się że to co pisałem rok temu ( https://kurpiecki.blogspot.com/2020/04/psychoneuroimmunologia.html ) nadal jest aktualne. Szwedzkie podejście do problemu sprawdziło się. Polskie rozwiązania doprowadziły do tragedii – tzw. nadwyżkowych śmierci. Niestety znowu wchodzi tu psychologia powiązana z kalkulacją polityczną i władze nie mogą przyznać się do błędów, by nie stracić twarzy. Najprostszym wyjściem z tego bałaganu jest ogłoszenie, gdy minie sezon grypowy, że szczepienia działają, a rząd osiągną sukces. Tyle że jeśli nie zmienią strategii to problem jesienią wróci. Tak więc zamiast straszyć ludzi, obniżając ich odporność, zamiast doprowadzać ich do otyłości poprzez blokowanie możliwości aktywności fizycznej*, zamiast zamykać służbę zdrowia i blokować dostęp słońca do skóry maseczkami, trzeba robić coś przeciwnego. I mówię to jako człowiek, który od wielu lat stosuje dystans społeczny w sezonie grypowym i jak jest chory to nie kaszle przy ludziach.

A to że trzeba zacząć inaczej gospodarować w lesie to druga sprawa. Pisywałem o tym już z 10 lat temu. Już niedługo coś z tym, lokalnie zrobimy ( https://www.swuj.pl/lasy - na dole strony, od " Ważnym motywem do stworzenia LKP jest to aby w perspektywie 100-200 lat przywrócić w naszych okolicach las zbliżony kształtem do lasu pierwotnego. "). 

* Już są wyniki badań na temat wpływu braku aktywności fizycznej na śmiertelność przy covidzie. Na 50000 osób. 2,5 razy większa szansa na zgon dla tych co się nie ruszają. https://bjsm.bmj.com/content/early/2021/04/07/bjsports-2021-104080

Promienie słońca uwalniają tlenek azotu ze skóry. Pomaga to organizmowi w walce z koronawirusem i innymi chorobami. Efekt jest niezależny od wpływu syntetyzowanej witaminy D. Badania wskazujące na mniejszą ilość zgonów w bardziej nasłonecznionych rejonach: https://www.ed.ac.uk/news/2021/sunlight-linked-with-lower-covid-19-deaths 

Namawianie ludzi do zachowań hamujących aktywność fizyczną i blokujących dostęp światła słonecznego do skóry jest działaniem powodującym zwiększoną liczbę zgonów. Badania dotyczące przenoszenia wirusa na świeżym powietrzu i te nad skutecznością masek noszonych przez zwykłych ludzi, nie oferują żadnego uzasadnienia, na podstawie którego można by sądzić że korzyści z nakazu zasłaniania ust i nosa, są większe niż tego negatywne konsekwencje.

Aktualizacja 29.04: Okazało się że artykuł w Nature, o wzmożonych wycinkach w Europe, też opierał się na złudzeniu, w tym przypadku spowodowanym częściowo przez przez technologię, a częściowo przez niszczenie drzew przez susze czy wiatry. Wycinki, po 2015 wzrosły ale o 6% nie o 69%:  https://efi.int/articles/nature

_ _ _

Incydenty z dziurkami w przedniej szybie, w Waszyngtonie. Przykład histerii społecznej wynikającej ze skupienia uwagi społeczności, poprzez media,  na jednym zjawisku.

 

15 kwietnia 1954 r. Bellingham, Seattle i inne społeczności Waszyngtonu zauważyli dziwne zjawiska - małe dziury, wgłębienia i wgłębienia pojawiły się na przednich szybach samochodów w bezprecedensowym tempie. Początkowo uważano, że jest to dzieło wandali, ilość dziurek rośnie tak szybko, że spanikowani mieszkańcy wkrótce podejrzewają wszystko, od promieni kosmicznych po jaja pcheł piaskowych i opadu z testów bomby wodorowej. Następnego dnia do urzędników państwowych wysyłane są prośby o pomoc w rozwiązaniu problemu, który stałby się znany jako Epidemia dziurek w szybach samochodowych w Seattle.

Zaczyna się w Bellingham

Małe dziury w przedniej szybie zostały po raz pierwszy zauważone w społeczności Bellingham w północno-zachodnim Waszyngtonie pod koniec marca 1954 roku. Niewielki rozmiar dziurek skłonił funkcjonariuszy policji w Bellingham do myślenia, że uszkodzenie było dziełem wandali używających śrutu lub kulek. W ciągu tygodnia kilku mieszkańców Sedro Woolley i Mount Vernon, 25 mil na południe od Bellingham, również zaczęło zgłaszać uszkodzenia przednich szyb. W drugim tygodniu kwietnia „wandale” zaatakowali dalej na południe, w mieście Anacortes na wyspie Fidalgo.

Epidemia w Anacortes rozpoczęła się wczesnym rankiem 13 kwietnia 1954 r., Wtedy właściciele samochodów zauważyli nieznane dotąd wgłębienia w przednich szybach. Nie tracąc czasu, wszyscy dostępni funkcjonariusze organów ścigania w okolicy pomknęli do miasta z nadzieją na ujęcie sprawców. Blokady drogowe zostały ustawione na południe od miasta, na moście Deception Pass Bridge, a wszystkie samochody wyjeżdżające i wjeżdżające do miasta zostały dokładnie sprawdzone, podobnie jak ich kierowcy i pasażerowie.

Bez skutku. Dalej na południe odkryto, że samochody ze stacji lotniczej Whidbey Island Naval Air Station w Oak Harbor mają te same tajemnicze ślady. Prawie 75 marines przeprowadziło intensywne pięciogodzinne przeszukanie stacji. Wyszli z pustymi rękami. Pod koniec dnia zgłoszono uszkodzenie ponad 2000 samochodów z Bellingham do Oak Harbor. Dwie rzeczy stały się jasne: to nie mogło być dziełem wędrownych chuliganów; a cokolwiek powodowało dziurki i wżery w przedniej szybie, szybko zbliżało się do Seattle.

Seattle w stanie oblężenia

Wiadomość o tym zjawisku do Seattle. Rankiem 14 kwietnia 1954 roku prenumeratorzy gazety Seattle przeczytali na pierwszej stronie doniesienia o wydarzeniach, które miały miejsce na północy. W popołudniowych gazetach pojawiły się podobne historie. O 6 wieczorem. policja w Seattle otrzymała raport, że na parkingu przy 6th Avenue i John Street zostały uszkodzone trzy samochody. O godzinie 21:00 kierowca zgłosił, że jego przednia szyba została uszkodzona na N 82. Street i Greenwood Avenue. Potem worek z doniesieniami się rozerwał.

Kierowcy zaczęli zatrzymywać samochody policyjne na ulicy, aby zgłosić uszkodzenie przedniej szyby. Uszkodzone zostały auta na parkingach i w punktach punkty sprzedaży samochodów na północ od centrum miasta, a także samochody zaparkowane daleko na zachód, aż do Ballard. Uszkodzone zostały nawet samochody policyjne zaparkowane przed komisariatami. Na stacje wprowadzono dodatkowych urzędników, którzy odpowiadali na wezwania rozzłoszczonych i zakłopotanych właścicieli samochodów. Następnego ranka wżery w przedniej szybie osiągnęły poziom epidemii.

Szklana menażeria

Sama liczba uszkodzonych szyb przednich wykluczyła chuliganów, a eksperci nie mieli pojęcia, dlaczego te dziwne wgłębienia i dziury pojawiły się znikąd. Na wyspie Whidbey szeryf Tom Clark postulował, że radioaktywność uwolniona podczas ostatnich testów bomby wodorowej na południowym Pacyfiku niszczy szyby. Liczniki Geigera zostały użyte w celu badań szyb i osób, które dotknęły śladów, ale wszystkie były wolne od radioaktywności. Mimo to szeryf stanowczo utrzymywał, że „żadna ludzka siła” nie mogłaby stworzyć blizn pozostawionych na szkle.

Inne teorie były liczne

Niektórzy sądzili, że nowy nadajnik radiowy Marynarki Wojennej o milionach watów w Jim Creek niedaleko Arlington konwertuje oscylacje elektroniczne na fizyczne drgania szkła. Dowódca marynarki wojennej George Warren, odpowiedzialny za Jim Creek, nazwał tę teorię „całkowicie absurdalną”. Wskazał, że przednia szyba musiałaby mieć kilka mil szerokości, aby pasowała do częstotliwości nadajnika, a poza tym w Jim Creek, miejscu ustawienia nadajnika, nie znaleziono żadnych wżerów.

Za przyczynę uznano promienie kosmiczne bombardujące Ziemię ze Słońca, ale ponieważ tak niewiele wiedziano o promieniowaniu kosmicznym, tej teorii nie można było łatwo udowodnić ani obalić. Wysunięto teorię o tajemniczym zdarzeniu atmosferycznym, ale zwolennicy tej teorii nie potrafili wyjaśnić, jaki mógł być jego przebieg.

Ponieważ kilka osób doniosło, że widziało szklane bańki, niektórzy postulowali, że jaja pcheł piaskowych zostały w jakiś sposób złożone w szkle i teraz się wykluwają. Jak to się mogło stać i dlaczego wyklułyby się wszystkie naraz, nie było jasne.

Inni sugerowali naddźwiękowe fale dźwiękowe, nieradioaktywne szczątki koralowców z testów bomb atomowych lub zmianę pola magnetycznego Ziemi.

Inni ludzie po prostu obwiniali za całe wydarzenie gremliny.

 Dr D. M. Ritter, chemik z University of Washington, został wyznaczony do współpracy z władzami w tej sprawie. Po sprawdzeniu przednich szyb i pozostałości znalezionych na niektórych samochodach, powiedział:  Nie ma nic, o czym wiem, co mogłoby powodować nietypowe pęknięcia przednich szyb. Ci ludzie muszą śnić ”. Dr Ritter był bliżej prawdy niż ktokolwiek inny.

Uratuj nas, Ike!

15 kwietnia 1954 roku policja została zasypana telefonami. Zgłoszono, że prawie 3000 szyb przednich zostało uszkodzonych i nikt nie wiedział, co robić. Poszukując pomocy z zewnątrz, aby rozwiązać zagadkę, burmistrz Seattle Allan Pomeroy (ok. 1907-1966) skontaktował się z gubernatorem Arthurem Langlie w stolicy stanu Olimpia i prezydentem Dwightem D. Eisenhowerem (zwanym Ike) w Waszyngtonie:

To, co wydawało się być lokalnym wybuchem wandalizmu skutkującego uszkodzeniami okien samochodowych w północnej części stanu Waszyngton, rozprzestrzeniło się teraz w całym regionie Puget Sound. Analiza chemiczna tajemniczego proszku przylegającego do uszkodzonych szyb przednich i szyb wskazuje, że materiał może być po prostu rozrzucony przez wiatr, a nie że jest to sprawa dla policji. Nalegano, aby odpowiednie agencje federalne (i stanowe) zostały poinstruowane, aby w nagłych przypadkach współpracowały z władzami lokalnymi.

Gubernator Langlie skontaktował się z Uniwersytetem Waszyngtońskim i poprosił o powołanie komitetu naukowców w celu zbadania tego zjawiska. Eksperci (z laboratorium badań środowiskowych, laboratorium fizyki stosowanej oraz wydziałów chemii, fizyki i meteorologii) dokonali szybkiego przeglądu 84 samochodów na terenie kampusu. Stwierdzili, że uszkodzenie jest  najprawdopodobniej  „wynikiem normalnych warunków jazdy, w których małe przedmioty uderzają w szyby samochodów”. Fakt, że większość samochodów znajdowała się z przodu, a nie z tyłu, potwierdzał ich teorię.

Harlan S. Callahan, szeryf hrabstwa King, nie zgodził się z tym. Jego zastępcy zbadali ponad 15 000 samochodów w całym hrabstwie i stwierdzili uszkodzenia ponad 3 000 z nich. Szeryf i jego zastępcy uważali, że takiego poziomu szkód nie da się wytłumaczyć zwykłym użytkowaniem aut. Funkcjonariusze organów ścigania znaleźli również w pobliżu niektórych samochodów dziwne małe kulki. Korzystając z metod naukowych odkryli, że kulki reagowały „gwałtownie”, gdy obok nich umieszczono ołówek, ale nie długopis. Nikt jednak nie wiedział, co to oznacza.

Dalsze dochodzenie przeprowadzone przez Departament Policji Miasta Seattle wykazało, że większość dziur było w szybach starszych samochodów. W przypadku partii samochodowych zupełnie nowe samochody były „czyste”, podczas gdy używane starsze samochody wykazywały oznaki wżerów. Policja znalazła rzadkie przypadki wandalizmu „naśladowczego”, ale większość przypadków miała proste wyjaśnienie: dziurki były tam przez cały czas, ale nikt ich nie zauważył do tej pory.

To samo rozumowanie odnosi się do pyłu  znajdującego się na szybie przedniej i w pobliżu samochodów. Okazało się, że był to pył węglowy, drobne cząstki powstałe w wyniku niepełnego spalania węgla bitumicznego. Cząsteczki te unosiły się w powietrzu Seattle od lat, ale nikt wcześniej nie przyglądał się im z bliska. Chociaż cząsteczki pyłu węglowego nie miały nic wspólnego z wżerami, ogół społeczeństwa w końcu je zauważył, tak jak po raz pierwszy zauważyli dziurki w szybach aut.

Sierżant Max Allison z policyjnego laboratorium kryminalnego w Seattle oświadczył, że wszystkie raporty o szkodach składały się z „5% chuliganów i 95% publicznej histerii”. Mieszkańcy Puget Sound nieświadomie stali się uczestnikami podręcznikowego przykładu zbiorowego złudzenia. Do 17 kwietnia 1954 r. incydenty wżerowe nagle ustały.

Podręcznikowy przykład 

Epidemia wżerów w przedniej szybie w Seattle z 1954 roku rzeczywiście stała się podręcznikowym przykładem zbiorowego złudzenia, czasami mylnie nazywanego „masową histerią”. Do dziś socjologowie i psychologowie w swoich kursach i pismach odnoszą się do tego incydentu obok innych podobnych wydarzeń, takich jak panika inwazji marsjańskiej Orsona Wellesa w 1938 r. I przypuszczalne obserwacje „Jersey Devil” na wschodnim wybrzeżu w 1909 r.

Incydent dziurek w Seattle zawiera wiele kluczowych czynników, które odgrywają rolę w zbiorowych urojeniach. Obejmują one dwuznaczność, rozpowszechnianie plotek i fałszywych, ale wiarygodnych przekonań, wpływ środków masowego przekazu, niedawne wydarzenia geopolityczne oraz wzmacnianie fałszywych przekonań przez autorytety (w tym przypadku policję, wojsko i polityków).

Ta kombinacja czynników, dodana do prostego faktu, że po raz pierwszy ludzie faktycznie „patrzyli” na swoje szyby zamiast „przez nie” , spowodowała panikę. Ale
nie było żadnych wandali. Żadnego opadu atomowego. Żadnych pcheł piaskowych. Żadnych promieni kosmicznych. Brak oscylacji elektronicznych. Tylko kilka dziurek w oknach, które były tam od samego początku.

Prawdopodobnie masz je teraz w swoim samochodzie. 


Źródło: https://www.historylink.org/File/5136

wtorek, 30 marca 2021

Tajemniczy chochlik w Radzie Miasta. Czyli o tym dlaczego radni nie głosowali nad moją petycją.

 



Na poniedziałkowej sesji Rady Miasta miała być głosowana moja petycja dotycząca wybiegu dla psów. Niestety tajemniczy chochlik sprawił, że radni głosowali nad czymś napisanym przez kogoś innego. A było to napisane w ten sposób, że nie mieli wyjścia i mogli zagłosować jedynie przeciw.

Zamiast głosować nad uchwaleniem sugestii skierowanej do Burmistrza, o to żeby zmienił lokalizację wybiegu ( a tego dotyczyła moja petycja), radni głosowali nad możliwością zmiany lokalizacji wybiegu przez Radę Miasta (w mojej petycji nie ma mowy o takim głosowaniu). A że jasne jest, że Rada nie może zmienić lokalizacji, no to radni głosowali przeciwko temu co ktoś sobie napisał. Bo jak mogli głosować inaczej nad wnioskiem, który nie ma żadnego sensu?

O co tu chodzi? Po co Rada zrobiła takie czary-mary? Prosta sprawa, gdyby dopuszczono moją petycję do głosowania przez Radę, każdy radny głosowałby nad tym czy chce zasugerować Burmistrzowi, żeby zmienił lokalizację wybiegu czy nie. Dzięki temu każdy radny mógłby się na ten temat oficjalnie wypowiedzieć, a każdy mieszkaniec mógłby poznać zdanie radnych. 

Do tego, między innymi, służy uchwała kierunkowa, o której uchwalenie prosiłem w petycji. Dzięki takiej uchwale organ, który nie ma w danej sprawie kompetencji do rozstrzygania, sugeruje podjęcie określonych działań, organowi który takie kompetencje ma. W tym przypadku Rada sugerowałaby Burmistrzowi zmianę lokalizacji wybiegu.

Obrazowo ujmę to tak. To sytuacja taka, jakbym poprosił babcię, żeby wniosła prośbę o ułaskawienie dziadka do Prezydenta RP, a ona przysłałby mi obszerną analizę prawną dowodzącą tego, że babcie nie udzielają ułaskawień, bo nie są głowami państwa. Głupie? No głupie. Skuteczne? A i owszem.

Technicznie trik polegał na tym że zamiast wniosku z mojej petycji ( jest w BIP: https://bip.umilawa.pl/10088/4467/Petycja_ws__wybiegu_dla_psow/ ) ktoś podłożył pod procedowanie "petycję w sprawie podjęcia działań przez Radę Miejską w Iławie w formie uchwały dotyczącej rozpatrzenia możliwości zmiany lokalizacji zwycięskiego projektu" ( http://ilawa.esesja.pl/zalaczniki/124267/projekt-rozstrzygniecie-petycji-wybieg-dla-psow_1161863.pdf ). O czym nie ma mowy w mojej petycji i co nie było moją intencją. To, że Rada Miejska nie może zmienić lokalizacji było jasne od początku i dlatego wnioskowałem w petycji dokładnie o to o co wnioskowałem. Wyjaśniając nawet co to jest uchwała kierunkowa i że umocowana jest w naszym systemie prawnym, choćby wyrokiem NSA. Niestety tajemniczy chochlik...

No to mam taką nieśmiałą prośbę. Może jednak Rada zachciałaby zająć się moją petycją zgodnie z prawem i procedurami? Tą petycją która jest w BIP, a nie tym co wyprodukował tajemniczy chochlik. Może radni jednak chcieli by odnieść się do mojej petycji? Co, niestety zostało im skutecznie uniemożliwione.

Jeszcze rzuciłem okiem na to uzasadnienie do wniosku złożonego przez chochlika . Tak mi się przypomniało że gdy obecny Burmistrz był w opozycji to i władza rozmawiała z mieszkańcami, którym nie podobała się realizacja budżetu obywatelskiego. I lokalizację zwycięskiego projektu można było zmienić. Bo władza takowe zaproponowała. Ale wtedy, obecny Burmistrz opowiadał przed kamerami TVP „ że zabrakło konsultacji społecznych”. O czy mogą Państwo poczytać sobie tutaj: https://www.infoilawa.pl/aktualnosci/item/52613-ilawa-budowa-skateparku-na-ostatniej-prostej-a-spor-trwa-w-najlepsze-zdjecia  


Poniżej tekst chochlika i wniosek do tekstu chochlika.


A na dole moja petycja (całość pod linkiem na BIP)

Nie znających sprawy sporu o wybieg na Bagienku, po informacje, zapraszam tutaj: https://www.swuj.pl/bagienko



Aktualizacja 8.04.2021 

W Kurierze pojawiła się odpowiedź. Nie wyjaśnia ona dlaczego Rada nie głosowała nad moją petycją tylko nad uchwałą, którą ktoś sobie napisał. 

Nie mamy w tej odpowiedzi niczego nowego. Konstrukcja wypowiedzi oparta jest na rzekomej niezgodności z prawem zmiany lokalizacji wybiegu.
Uzasadnienie opiera się na opinii prawnej. Opinia prawna nie jest źródłem prawa, a jedynie pomocniczym materiał analitycznym. Opinia prawna opłacona przez instytucję, która jest stroną w sporze nie może być niepodważalnym rozstrzygnięciem spornej sprawy. Zwłaszcza w przypadku gdy jednoznacznie, jako strona społeczna, udowodniliśmy że urząd złamał prawo, poprzez planowanie sprzeczne z zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Dodatkowo, od początku działał wbrew przepisom środowiskowym, twierdząc, że nie obowiązują takowe w przypadku Bagienka. Dopiero RDOŚ wyprowadził władze z tej beztroski prawnej. Czynniki powiązane z urzędnikami nie mogą uzurpować sobie prawa do jednoznacznego wyrokowania w sprawie w której ci są stroną. Do tego przyjmowane w opinii założenia, zwłaszcza to że mieszkańcy w IBO głosowali za lokalizacją wybiegu na Bagienku, jest mocno naciągane. Lokalizacji nie było na karcie głosowania, a na oficjalnej stronie UM, pierwszą lokalizacją na jaką natyka się czytelnik jest plaża na Lipowym Dworze. Z uwagi na to zmiana lokalizacji nie jest znaczną zmianą, zwłaszcza że sami projektodawcy twierdzili publicznie w mediach, że lokalizacja jest im obojętna. 
A poza tym, nadrzędna jest tu opinia mieszkańców okolicy, z którymi nie przeprowadzono konsultacji. Z czym zgodziło się kilku posłów RP podpisując się pod interpelacją do Prezesa Rady Ministrów w tej sprawie.
Tak więc sprawa jest co najmniej niejednoznaczna i opieranie odbierania mi prawa do instytucji petycji, na podstawie opinii opłaconej przez stronę przeciwną uważam za nadużycie. Komisja może rekomendować pozytywne lub negatywne głosowanie nad petycją ale nie jest instytucją rozstrzygającą.
Oczywiście, podczas głosowania mojej petycji radni mogą wziąć pod uwagę tą opinię prawną, jak również rekomendację Komisji. Również burmistrz może się na nią powoływać. Ale nie może ona zostać ona użyta do blokowania praw obywatelskich.


---------------

Na uproszczonym przykładzie petycja i sposób rozpatrzenia (według przepisów), wygląda tak:

Bob (lat 14) do Alicji (lat 14): "Alicjo, potrzebuję pół litra wódki do eksperymentów chemicznych. Nie mogę jej kupić bo jestem niepełnoletni. Ty też jesteś niepełnoletnia i nie możesz jej kupić ale składam do Ciebie petycję abyś poprosiła wujka Charlesa (lat 50 ) żeby kupił dla mnie tą butelkę wódki." Alicja może poprosić Charlesa lub nie (rozpatruje petycję pozytywnie lub negatywnie).

Praktyczna procedura rozpatrywania  petycji jednak jest taka, że trafiła ona najpierw do Pana Fikołka Prawnego, pośrednika między Bobem i Alicją.

Pan Fikołek Prawny zmienia treść petycji Boba na " Alicjo, idź kup mi butelkę wódki". Czyli petycja pierwotna znika. Alicja odpowiada na petycję spreparowaną przez Pana Fikołka Prawnego, w jedyny, możliwy sposób: " Nie mogę kupić Ci wódki, ponieważ jestem niepełnoletnia". Koniec. Kurtyna.

Organy administracji nie mogą sobie dowolnie zmieniać treści petycji. Jeśli uznały że obywatel jest analfabetą i nie wie co pisze, mają obowiązek obywatela zapytać o co chodzi. W podobnej sprawie był wyrok NSA:

"W doktrynie prawa administracyjnej przyjmuje się, że organ administracji publicznej nie jest uprawniony do precyzowania treści żądania, ponieważ mogłoby to prowadzić do niedopuszczalnej zmiany kwalifikacji prawnej żądania, wbrew intencjom osoby wnoszącej podanie (żądanie, wyjaśnienie, odwołanie, zażalenie, etc.). Natomiast konsekwentnie powtarza się, że adresat niejasnego żądania powinien udzielić wnoszącemu podanie niezbędnych wskazówek i wyjaśnień w tym zakresie"

A. Wróbel, Teza nr 5 w komentarzu do art. 63 k.p.a., [w:] M. Jaśkowska, A. Wróbel, op. cit. z powołaniem na wyrok NSA w Krakowie z dnia 23 kwietnia 1993 r., SA/Kr 2342/92: „O tym, jaki charakter ma mieć pismo wniesione przez stronę w postępowaniu administracyjnym decyduje ostatecznie strona, a nie organ administracyjny, do którego strona pismo to skierowała. W razie wątpliwości, organ administracyjny mając na względzie postanowienia art. 7–9 k.p.a., winien zapytać stronę o wyrażenie swego stanowiska”.

( https://www.repozytorium.uni.wroc.pl/Content/73286/32_Michal_Bernaczyk.pdf)