niedziela, 11 kwietnia 2021

Wycinki, koronawirus, zbiorowe złudzenie i histeria.

 Z wycinkami lasów jest jak z covidem. Ludzie nagle zaczęli je dostrzegać i wydaje im się że to coś niezwykłego. Stąd w portalach społecznościowych mnóstwo takich obrazków jak niżej. Dla okolic Iławy 3 miesiące temu porównywałem zdjęcia satelitarne z okresu 10 lat i nie widzę różnic w ilości większych rębni. Ale będę to sprawdzał też. innymi metodami. Choć na razie moja teza jest taka że ilość wycinek nie zwiększyła się znacznie w ubiegłym roku. Po prostu ludzie chętniej chodzą do lasu i je zauważają. 

To psychologiczny klasyk wybiórczego postrzegania rzeczywistości. Dokładnie to co w przypadku epidemii dziur w szybach samochodów w Seattle ( Seattle windshield pitting  – tłumaczenie zamieszczam poniżej). Tak jak w przypadku koronawirusa, nagle zaczęto zwracać uwagę na coś normalnego, co istniało od zawsze. Przy wirusie wchodzą w grę jeszcze elementy biznesu i wojny informacyjnej ale mechanizm psychologiczny jest taki sam. Nawet jeśli, tak jak wirus grypy, mutuje. 

Okazało się że to co pisałem rok temu ( https://kurpiecki.blogspot.com/2020/04/psychoneuroimmunologia.html ) nadal jest aktualne. Szwedzkie podejście do problemu sprawdziło się. Polskie rozwiązania doprowadziły do tragedii – tzw. nadwyżkowych śmierci. Niestety znowu wchodzi tu psychologia powiązana z kalkulacją polityczną i władze nie mogą przyznać się do błędów, by nie stracić twarzy. Najprostszym wyjściem z tego bałaganu jest ogłoszenie, gdy minie sezon grypowy, że szczepienia działają, a rząd osiągną sukces. Tyle że jeśli nie zmienią strategii to problem jesienią wróci. Tak więc zamiast straszyć ludzi, obniżając ich odporność, zamiast doprowadzać ich do otyłości poprzez blokowanie możliwości aktywności fizycznej*, zamiast zamykać służbę zdrowia i blokować dostęp słońca do skóry maseczkami, trzeba robić coś przeciwnego. I mówię to jako człowiek, który od wielu lat stosuje dystans społeczny w sezonie grypowym i jak jest chory to nie kaszle przy ludziach.

A to że trzeba zacząć inaczej gospodarować w lesie to druga sprawa. Pisywałem o tym już z 10 lat temu. Już niedługo coś z tym, lokalnie zrobimy ( https://www.swuj.pl/lasy - na dole strony, od " Ważnym motywem do stworzenia LKP jest to aby w perspektywie 100-200 lat przywrócić w naszych okolicach las zbliżony kształtem do lasu pierwotnego. "). 

* Już są wyniki badań na temat wpływu braku aktywności fizycznej na śmiertelność przy covidzie. Na 50000 osób. 2,5 razy większa szansa na zgon dla tych co się nie ruszają. https://bjsm.bmj.com/content/early/2021/04/07/bjsports-2021-104080

Promienie słońca uwalniają tlenek azotu ze skóry. Pomaga to organizmowi w walce z koronawirusem i innymi chorobami. Efekt jest niezależny od wpływu syntetyzowanej witaminy D. Badania wskazujące na mniejszą ilość zgonów w bardziej nasłonecznionych rejonach: https://www.ed.ac.uk/news/2021/sunlight-linked-with-lower-covid-19-deaths 

Namawianie ludzi do zachowań hamujących aktywność fizyczną i blokujących dostęp światła słonecznego do skóry jest działaniem powodującym zwiększoną liczbę zgonów. Badania dotyczące przenoszenia wirusa na świeżym powietrzu i te nad skutecznością masek noszonych przez zwykłych ludzi, nie oferują żadnego uzasadnienia, na podstawie którego można by sądzić że korzyści z nakazu zasłaniania ust i nosa, są większe niż tego negatywne konsekwencje.

Aktualizacja 29.04: Okazało się że artykuł w Nature, o wzmożonych wycinkach w Europe, też opierał się na złudzeniu, w tym przypadku spowodowanym częściowo przez przez technologię, a częściowo przez niszczenie drzew przez susze czy wiatry. Wycinki, po 2015 wzrosły ale o 6% nie o 69%:  https://efi.int/articles/nature

_ _ _

Incydenty z dziurkami w przedniej szybie, w Waszyngtonie. Przykład histerii społecznej wynikającej ze skupienia uwagi społeczności, poprzez media,  na jednym zjawisku.

 

15 kwietnia 1954 r. Bellingham, Seattle i inne społeczności Waszyngtonu zauważyli dziwne zjawiska - małe dziury, wgłębienia i wgłębienia pojawiły się na przednich szybach samochodów w bezprecedensowym tempie. Początkowo uważano, że jest to dzieło wandali, ilość dziurek rośnie tak szybko, że spanikowani mieszkańcy wkrótce podejrzewają wszystko, od promieni kosmicznych po jaja pcheł piaskowych i opadu z testów bomby wodorowej. Następnego dnia do urzędników państwowych wysyłane są prośby o pomoc w rozwiązaniu problemu, który stałby się znany jako Epidemia dziurek w szybach samochodowych w Seattle.

Zaczyna się w Bellingham

Małe dziury w przedniej szybie zostały po raz pierwszy zauważone w społeczności Bellingham w północno-zachodnim Waszyngtonie pod koniec marca 1954 roku. Niewielki rozmiar dziurek skłonił funkcjonariuszy policji w Bellingham do myślenia, że uszkodzenie było dziełem wandali używających śrutu lub kulek. W ciągu tygodnia kilku mieszkańców Sedro Woolley i Mount Vernon, 25 mil na południe od Bellingham, również zaczęło zgłaszać uszkodzenia przednich szyb. W drugim tygodniu kwietnia „wandale” zaatakowali dalej na południe, w mieście Anacortes na wyspie Fidalgo.

Epidemia w Anacortes rozpoczęła się wczesnym rankiem 13 kwietnia 1954 r., Wtedy właściciele samochodów zauważyli nieznane dotąd wgłębienia w przednich szybach. Nie tracąc czasu, wszyscy dostępni funkcjonariusze organów ścigania w okolicy pomknęli do miasta z nadzieją na ujęcie sprawców. Blokady drogowe zostały ustawione na południe od miasta, na moście Deception Pass Bridge, a wszystkie samochody wyjeżdżające i wjeżdżające do miasta zostały dokładnie sprawdzone, podobnie jak ich kierowcy i pasażerowie.

Bez skutku. Dalej na południe odkryto, że samochody ze stacji lotniczej Whidbey Island Naval Air Station w Oak Harbor mają te same tajemnicze ślady. Prawie 75 marines przeprowadziło intensywne pięciogodzinne przeszukanie stacji. Wyszli z pustymi rękami. Pod koniec dnia zgłoszono uszkodzenie ponad 2000 samochodów z Bellingham do Oak Harbor. Dwie rzeczy stały się jasne: to nie mogło być dziełem wędrownych chuliganów; a cokolwiek powodowało dziurki i wżery w przedniej szybie, szybko zbliżało się do Seattle.

Seattle w stanie oblężenia

Wiadomość o tym zjawisku do Seattle. Rankiem 14 kwietnia 1954 roku prenumeratorzy gazety Seattle przeczytali na pierwszej stronie doniesienia o wydarzeniach, które miały miejsce na północy. W popołudniowych gazetach pojawiły się podobne historie. O 6 wieczorem. policja w Seattle otrzymała raport, że na parkingu przy 6th Avenue i John Street zostały uszkodzone trzy samochody. O godzinie 21:00 kierowca zgłosił, że jego przednia szyba została uszkodzona na N 82. Street i Greenwood Avenue. Potem worek z doniesieniami się rozerwał.

Kierowcy zaczęli zatrzymywać samochody policyjne na ulicy, aby zgłosić uszkodzenie przedniej szyby. Uszkodzone zostały auta na parkingach i w punktach punkty sprzedaży samochodów na północ od centrum miasta, a także samochody zaparkowane daleko na zachód, aż do Ballard. Uszkodzone zostały nawet samochody policyjne zaparkowane przed komisariatami. Na stacje wprowadzono dodatkowych urzędników, którzy odpowiadali na wezwania rozzłoszczonych i zakłopotanych właścicieli samochodów. Następnego ranka wżery w przedniej szybie osiągnęły poziom epidemii.

Szklana menażeria

Sama liczba uszkodzonych szyb przednich wykluczyła chuliganów, a eksperci nie mieli pojęcia, dlaczego te dziwne wgłębienia i dziury pojawiły się znikąd. Na wyspie Whidbey szeryf Tom Clark postulował, że radioaktywność uwolniona podczas ostatnich testów bomby wodorowej na południowym Pacyfiku niszczy szyby. Liczniki Geigera zostały użyte w celu badań szyb i osób, które dotknęły śladów, ale wszystkie były wolne od radioaktywności. Mimo to szeryf stanowczo utrzymywał, że „żadna ludzka siła” nie mogłaby stworzyć blizn pozostawionych na szkle.

Inne teorie były liczne

Niektórzy sądzili, że nowy nadajnik radiowy Marynarki Wojennej o milionach watów w Jim Creek niedaleko Arlington konwertuje oscylacje elektroniczne na fizyczne drgania szkła. Dowódca marynarki wojennej George Warren, odpowiedzialny za Jim Creek, nazwał tę teorię „całkowicie absurdalną”. Wskazał, że przednia szyba musiałaby mieć kilka mil szerokości, aby pasowała do częstotliwości nadajnika, a poza tym w Jim Creek, miejscu ustawienia nadajnika, nie znaleziono żadnych wżerów.

Za przyczynę uznano promienie kosmiczne bombardujące Ziemię ze Słońca, ale ponieważ tak niewiele wiedziano o promieniowaniu kosmicznym, tej teorii nie można było łatwo udowodnić ani obalić. Wysunięto teorię o tajemniczym zdarzeniu atmosferycznym, ale zwolennicy tej teorii nie potrafili wyjaśnić, jaki mógł być jego przebieg.

Ponieważ kilka osób doniosło, że widziało szklane bańki, niektórzy postulowali, że jaja pcheł piaskowych zostały w jakiś sposób złożone w szkle i teraz się wykluwają. Jak to się mogło stać i dlaczego wyklułyby się wszystkie naraz, nie było jasne.

Inni sugerowali naddźwiękowe fale dźwiękowe, nieradioaktywne szczątki koralowców z testów bomb atomowych lub zmianę pola magnetycznego Ziemi.

Inni ludzie po prostu obwiniali za całe wydarzenie gremliny.

 Dr D. M. Ritter, chemik z University of Washington, został wyznaczony do współpracy z władzami w tej sprawie. Po sprawdzeniu przednich szyb i pozostałości znalezionych na niektórych samochodach, powiedział:  Nie ma nic, o czym wiem, co mogłoby powodować nietypowe pęknięcia przednich szyb. Ci ludzie muszą śnić ”. Dr Ritter był bliżej prawdy niż ktokolwiek inny.

Uratuj nas, Ike!

15 kwietnia 1954 roku policja została zasypana telefonami. Zgłoszono, że prawie 3000 szyb przednich zostało uszkodzonych i nikt nie wiedział, co robić. Poszukując pomocy z zewnątrz, aby rozwiązać zagadkę, burmistrz Seattle Allan Pomeroy (ok. 1907-1966) skontaktował się z gubernatorem Arthurem Langlie w stolicy stanu Olimpia i prezydentem Dwightem D. Eisenhowerem (zwanym Ike) w Waszyngtonie:

To, co wydawało się być lokalnym wybuchem wandalizmu skutkującego uszkodzeniami okien samochodowych w północnej części stanu Waszyngton, rozprzestrzeniło się teraz w całym regionie Puget Sound. Analiza chemiczna tajemniczego proszku przylegającego do uszkodzonych szyb przednich i szyb wskazuje, że materiał może być po prostu rozrzucony przez wiatr, a nie że jest to sprawa dla policji. Nalegano, aby odpowiednie agencje federalne (i stanowe) zostały poinstruowane, aby w nagłych przypadkach współpracowały z władzami lokalnymi.

Gubernator Langlie skontaktował się z Uniwersytetem Waszyngtońskim i poprosił o powołanie komitetu naukowców w celu zbadania tego zjawiska. Eksperci (z laboratorium badań środowiskowych, laboratorium fizyki stosowanej oraz wydziałów chemii, fizyki i meteorologii) dokonali szybkiego przeglądu 84 samochodów na terenie kampusu. Stwierdzili, że uszkodzenie jest  najprawdopodobniej  „wynikiem normalnych warunków jazdy, w których małe przedmioty uderzają w szyby samochodów”. Fakt, że większość samochodów znajdowała się z przodu, a nie z tyłu, potwierdzał ich teorię.

Harlan S. Callahan, szeryf hrabstwa King, nie zgodził się z tym. Jego zastępcy zbadali ponad 15 000 samochodów w całym hrabstwie i stwierdzili uszkodzenia ponad 3 000 z nich. Szeryf i jego zastępcy uważali, że takiego poziomu szkód nie da się wytłumaczyć zwykłym użytkowaniem aut. Funkcjonariusze organów ścigania znaleźli również w pobliżu niektórych samochodów dziwne małe kulki. Korzystając z metod naukowych odkryli, że kulki reagowały „gwałtownie”, gdy obok nich umieszczono ołówek, ale nie długopis. Nikt jednak nie wiedział, co to oznacza.

Dalsze dochodzenie przeprowadzone przez Departament Policji Miasta Seattle wykazało, że większość dziur było w szybach starszych samochodów. W przypadku partii samochodowych zupełnie nowe samochody były „czyste”, podczas gdy używane starsze samochody wykazywały oznaki wżerów. Policja znalazła rzadkie przypadki wandalizmu „naśladowczego”, ale większość przypadków miała proste wyjaśnienie: dziurki były tam przez cały czas, ale nikt ich nie zauważył do tej pory.

To samo rozumowanie odnosi się do pyłu  znajdującego się na szybie przedniej i w pobliżu samochodów. Okazało się, że był to pył węglowy, drobne cząstki powstałe w wyniku niepełnego spalania węgla bitumicznego. Cząsteczki te unosiły się w powietrzu Seattle od lat, ale nikt wcześniej nie przyglądał się im z bliska. Chociaż cząsteczki pyłu węglowego nie miały nic wspólnego z wżerami, ogół społeczeństwa w końcu je zauważył, tak jak po raz pierwszy zauważyli dziurki w szybach aut.

Sierżant Max Allison z policyjnego laboratorium kryminalnego w Seattle oświadczył, że wszystkie raporty o szkodach składały się z „5% chuliganów i 95% publicznej histerii”. Mieszkańcy Puget Sound nieświadomie stali się uczestnikami podręcznikowego przykładu zbiorowego złudzenia. Do 17 kwietnia 1954 r. incydenty wżerowe nagle ustały.

Podręcznikowy przykład 

Epidemia wżerów w przedniej szybie w Seattle z 1954 roku rzeczywiście stała się podręcznikowym przykładem zbiorowego złudzenia, czasami mylnie nazywanego „masową histerią”. Do dziś socjologowie i psychologowie w swoich kursach i pismach odnoszą się do tego incydentu obok innych podobnych wydarzeń, takich jak panika inwazji marsjańskiej Orsona Wellesa w 1938 r. I przypuszczalne obserwacje „Jersey Devil” na wschodnim wybrzeżu w 1909 r.

Incydent dziurek w Seattle zawiera wiele kluczowych czynników, które odgrywają rolę w zbiorowych urojeniach. Obejmują one dwuznaczność, rozpowszechnianie plotek i fałszywych, ale wiarygodnych przekonań, wpływ środków masowego przekazu, niedawne wydarzenia geopolityczne oraz wzmacnianie fałszywych przekonań przez autorytety (w tym przypadku policję, wojsko i polityków).

Ta kombinacja czynników, dodana do prostego faktu, że po raz pierwszy ludzie faktycznie „patrzyli” na swoje szyby zamiast „przez nie” , spowodowała panikę. Ale
nie było żadnych wandali. Żadnego opadu atomowego. Żadnych pcheł piaskowych. Żadnych promieni kosmicznych. Brak oscylacji elektronicznych. Tylko kilka dziurek w oknach, które były tam od samego początku.

Prawdopodobnie masz je teraz w swoim samochodzie. 


Źródło: https://www.historylink.org/File/5136

wtorek, 30 marca 2021

Tajemniczy chochlik w Radzie Miasta. Czyli o tym dlaczego radni nie głosowali nad moją petycją.

 



Na poniedziałkowej sesji Rady Miasta miała być głosowana moja petycja dotycząca wybiegu dla psów. Niestety tajemniczy chochlik sprawił, że radni głosowali nad czymś napisanym przez kogoś innego. A było to napisane w ten sposób, że nie mieli wyjścia i mogli zagłosować jedynie przeciw.

Zamiast głosować nad uchwaleniem sugestii skierowanej do Burmistrza, o to żeby zmienił lokalizację wybiegu ( a tego dotyczyła moja petycja), radni głosowali nad możliwością zmiany lokalizacji wybiegu przez Radę Miasta (w mojej petycji nie ma mowy o takim głosowaniu). A że jasne jest, że Rada nie może zmienić lokalizacji, no to radni głosowali przeciwko temu co ktoś sobie napisał. Bo jak mogli głosować inaczej nad wnioskiem, który nie ma żadnego sensu?

O co tu chodzi? Po co Rada zrobiła takie czary-mary? Prosta sprawa, gdyby dopuszczono moją petycję do głosowania przez Radę, każdy radny głosowałby nad tym czy chce zasugerować Burmistrzowi, żeby zmienił lokalizację wybiegu czy nie. Dzięki temu każdy radny mógłby się na ten temat oficjalnie wypowiedzieć, a każdy mieszkaniec mógłby poznać zdanie radnych. 

Do tego, między innymi, służy uchwała kierunkowa, o której uchwalenie prosiłem w petycji. Dzięki takiej uchwale organ, który nie ma w danej sprawie kompetencji do rozstrzygania, sugeruje podjęcie określonych działań, organowi który takie kompetencje ma. W tym przypadku Rada sugerowałaby Burmistrzowi zmianę lokalizacji wybiegu.

Obrazowo ujmę to tak. To sytuacja taka, jakbym poprosił babcię, żeby wniosła prośbę o ułaskawienie dziadka do Prezydenta RP, a ona przysłałby mi obszerną analizę prawną dowodzącą tego, że babcie nie udzielają ułaskawień, bo nie są głowami państwa. Głupie? No głupie. Skuteczne? A i owszem.

Technicznie trik polegał na tym że zamiast wniosku z mojej petycji ( jest w BIP: https://bip.umilawa.pl/10088/4467/Petycja_ws__wybiegu_dla_psow/ ) ktoś podłożył pod procedowanie "petycję w sprawie podjęcia działań przez Radę Miejską w Iławie w formie uchwały dotyczącej rozpatrzenia możliwości zmiany lokalizacji zwycięskiego projektu" ( http://ilawa.esesja.pl/zalaczniki/124267/projekt-rozstrzygniecie-petycji-wybieg-dla-psow_1161863.pdf ). O czym nie ma mowy w mojej petycji i co nie było moją intencją. To, że Rada Miejska nie może zmienić lokalizacji było jasne od początku i dlatego wnioskowałem w petycji dokładnie o to o co wnioskowałem. Wyjaśniając nawet co to jest uchwała kierunkowa i że umocowana jest w naszym systemie prawnym, choćby wyrokiem NSA. Niestety tajemniczy chochlik...

No to mam taką nieśmiałą prośbę. Może jednak Rada zachciałaby zająć się moją petycją zgodnie z prawem i procedurami? Tą petycją która jest w BIP, a nie tym co wyprodukował tajemniczy chochlik. Może radni jednak chcieli by odnieść się do mojej petycji? Co, niestety zostało im skutecznie uniemożliwione.

Jeszcze rzuciłem okiem na to uzasadnienie do wniosku złożonego przez chochlika . Tak mi się przypomniało że gdy obecny Burmistrz był w opozycji to i władza rozmawiała z mieszkańcami, którym nie podobała się realizacja budżetu obywatelskiego. I lokalizację zwycięskiego projektu można było zmienić. Bo władza takowe zaproponowała. Ale wtedy, obecny Burmistrz opowiadał przed kamerami TVP „ że zabrakło konsultacji społecznych”. O czy mogą Państwo poczytać sobie tutaj: https://www.infoilawa.pl/aktualnosci/item/52613-ilawa-budowa-skateparku-na-ostatniej-prostej-a-spor-trwa-w-najlepsze-zdjecia  


Poniżej tekst chochlika i wniosek do tekstu chochlika.


A na dole moja petycja (całość pod linkiem na BIP)

Nie znających sprawy sporu o wybieg na Bagienku, po informacje, zapraszam tutaj: https://www.swuj.pl/bagienko



Aktualizacja 8.04.2021 

W Kurierze pojawiła się odpowiedź. Nie wyjaśnia ona dlaczego Rada nie głosowała nad moją petycją tylko nad uchwałą, którą ktoś sobie napisał. 

Nie mamy w tej odpowiedzi niczego nowego. Konstrukcja wypowiedzi oparta jest na rzekomej niezgodności z prawem zmiany lokalizacji wybiegu.
Uzasadnienie opiera się na opinii prawnej. Opinia prawna nie jest źródłem prawa, a jedynie pomocniczym materiał analitycznym. Opinia prawna opłacona przez instytucję, która jest stroną w sporze nie może być niepodważalnym rozstrzygnięciem spornej sprawy. Zwłaszcza w przypadku gdy jednoznacznie, jako strona społeczna, udowodniliśmy że urząd złamał prawo, poprzez planowanie sprzeczne z zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Dodatkowo, od początku działał wbrew przepisom środowiskowym, twierdząc, że nie obowiązują takowe w przypadku Bagienka. Dopiero RDOŚ wyprowadził władze z tej beztroski prawnej. Czynniki powiązane z urzędnikami nie mogą uzurpować sobie prawa do jednoznacznego wyrokowania w sprawie w której ci są stroną. Do tego przyjmowane w opinii założenia, zwłaszcza to że mieszkańcy w IBO głosowali za lokalizacją wybiegu na Bagienku, jest mocno naciągane. Lokalizacji nie było na karcie głosowania, a na oficjalnej stronie UM, pierwszą lokalizacją na jaką natyka się czytelnik jest plaża na Lipowym Dworze. Z uwagi na to zmiana lokalizacji nie jest znaczną zmianą, zwłaszcza że sami projektodawcy twierdzili publicznie w mediach, że lokalizacja jest im obojętna. 
A poza tym, nadrzędna jest tu opinia mieszkańców okolicy, z którymi nie przeprowadzono konsultacji. Z czym zgodziło się kilku posłów RP podpisując się pod interpelacją do Prezesa Rady Ministrów w tej sprawie.
Tak więc sprawa jest co najmniej niejednoznaczna i opieranie odbierania mi prawa do instytucji petycji, na podstawie opinii opłaconej przez stronę przeciwną uważam za nadużycie. Komisja może rekomendować pozytywne lub negatywne głosowanie nad petycją ale nie jest instytucją rozstrzygającą.
Oczywiście, podczas głosowania mojej petycji radni mogą wziąć pod uwagę tą opinię prawną, jak również rekomendację Komisji. Również burmistrz może się na nią powoływać. Ale nie może ona zostać ona użyta do blokowania praw obywatelskich.


---------------

Na uproszczonym przykładzie petycja i sposób rozpatrzenia (według przepisów), wygląda tak:

Bob (lat 14) do Alicji (lat 14): "Alicjo, potrzebuję pół litra wódki do eksperymentów chemicznych. Nie mogę jej kupić bo jestem niepełnoletni. Ty też jesteś niepełnoletnia i nie możesz jej kupić ale składam do Ciebie petycję abyś poprosiła wujka Charlesa (lat 50 ) żeby kupił dla mnie tą butelkę wódki." Alicja może poprosić Charlesa lub nie (rozpatruje petycję pozytywnie lub negatywnie).

Praktyczna procedura rozpatrywania  petycji jednak jest taka, że trafiła ona najpierw do Pana Fikołka Prawnego, pośrednika między Bobem i Alicją.

Pan Fikołek Prawny zmienia treść petycji Boba na " Alicjo, idź kup mi butelkę wódki". Czyli petycja pierwotna znika. Alicja odpowiada na petycję spreparowaną przez Pana Fikołka Prawnego, w jedyny, możliwy sposób: " Nie mogę kupić Ci wódki, ponieważ jestem niepełnoletnia". Koniec. Kurtyna.

Organy administracji nie mogą sobie dowolnie zmieniać treści petycji. Jeśli uznały że obywatel jest analfabetą i nie wie co pisze, mają obowiązek obywatela zapytać o co chodzi. W podobnej sprawie był wyrok NSA:

"W doktrynie prawa administracyjnej przyjmuje się, że organ administracji publicznej nie jest uprawniony do precyzowania treści żądania, ponieważ mogłoby to prowadzić do niedopuszczalnej zmiany kwalifikacji prawnej żądania, wbrew intencjom osoby wnoszącej podanie (żądanie, wyjaśnienie, odwołanie, zażalenie, etc.). Natomiast konsekwentnie powtarza się, że adresat niejasnego żądania powinien udzielić wnoszącemu podanie niezbędnych wskazówek i wyjaśnień w tym zakresie"

A. Wróbel, Teza nr 5 w komentarzu do art. 63 k.p.a., [w:] M. Jaśkowska, A. Wróbel, op. cit. z powołaniem na wyrok NSA w Krakowie z dnia 23 kwietnia 1993 r., SA/Kr 2342/92: „O tym, jaki charakter ma mieć pismo wniesione przez stronę w postępowaniu administracyjnym decyduje ostatecznie strona, a nie organ administracyjny, do którego strona pismo to skierowała. W razie wątpliwości, organ administracyjny mając na względzie postanowienia art. 7–9 k.p.a., winien zapytać stronę o wyrażenie swego stanowiska”.

( https://www.repozytorium.uni.wroc.pl/Content/73286/32_Michal_Bernaczyk.pdf)

 

wtorek, 23 marca 2021

Leśne Wojny



Dawno, dawno temu w naszej galaktyce... 

Na Małej Niebieskiej Kulce rosły lasy i żyły zwierzęta, 

bez pomocy planów urządzania lasów. Warto do tego wrócić. 

Przynajmniej częściowo. Dlatego trzeba certyfikować lasy. Naszymi certyfikatami.


Wojny o zasoby związane z lasem toczą się cały czas. Nie są może zbyt głośne ale są tu na pewno wielcy zwycięzcy i cisi przegrani. Jednym z największych wygranych jest firma szwedzkiego faszysty, która 60 lat temu weszła układ z miejscowymi komunistami. Komitywa z władzami dała jej dostęp do taniego drewna i siły roboczej. Dzięki temu, po kilkudziesięciu latach stała się koncernem znanym na całym świecie. Podobnym wygranym był największy koncern meblowy w Europie. Zarabiał na drewnianych meblach krocie, a pracownikom płacili grosze. Wiem, bo u nich pracowałem. Nie wnosili nic do lokalnej społeczności, żerując na tanich zasobach. Ta firma akurat upadła, a zarząd w Niemczech pozamykali za jakieś przekręty. Z lasu dobrze żyją też pomniejsi gracze. A kto jest najbardziej poszkodowany? Sam las i okoliczna ludność. 

Las wykorzystywany jest jako obuch w polityce. 21 marca gazeta Kurskiego i Michnika namawiała do spacerowania po lesie. Przeciwko wycinkom. Leśniczówka drugiego Kurskiego brała dwa razy udział w burzach medialnych. Za poprzedniej władzy, wśród umownej „prawej strony”, szeroko rozpowszechniana była informacja, że PO sprzedaje lasy Żydom. Potyczki związane z kornikiem w puszczy chyba wszyscy zauważyli. Podziały w tym konflikcie przebiegają według linii sympatii politycznych. Teraz jest taki nacisk na walkę z wycinkami że nawet idol fanów piłki kopanej, znany komentator, zamieścił twitta z wyciętymi sosnami w lesie gospodarczym twierdząc, że to rzeź rezerwatu przyrody w Magdalence. Trochę w tym wszystkim walki opozycji z rządem, trochę mody i aktywizmu polegającego na biciu piany. Problemem nie są wycinki upraw sosny. Rozwiązaniem nie jest, popularny wśród polityków, trik propagandowy polegający na sadzeniu drzew. To bardziej złożona sprawa. A tematowi przyglądam się za każdej władzy, dając czasem temu wyraz publicznie.


Las to nie tylko drzewa i duże zwierzaki

Z perspektywy leśników las to uprawa drewna. Wystarczy spojrzeć w kilkusetstronicowe plany urządzania lasu. To dokumenty księgowe dotyczące plantacji. Jest tam też i o ekologii, ale te wzmianki są wyraźnie dosztukowywane do całości, bez większej logiki. Widać, że stanowią treść obcą, wymuszoną, nie zintegrowaną z księgowym duchem tego dokumentu.

Z perspektywy myśliwych las to teren do uprawiania hobby. Najpierw przekarmiają zwierzaki, a potem do nich strzelają. I nie żebym miał z tym duży problem, obok mnie jest chińska fabryka w której codziennie zabija się tysiące ptaków. I nikt nie protestuje. Więc statystycznie myślistwo to niezbyt znaczące zagadnienie etyczne. Ale zakłóca naturalną równowagę w lesie. To oraz ciągłe wycinanie starego lasu i sadzenie nowych drzewek. To bardzo przyjemne uczucie, gdy w lesie natykamy się na orły, jelenie, łosie czy sowy, ale duże zwierzęta to tutaj niewielka część organizmów. Leśna biomasa to, nie wspominając o roślinach, także mrówki, chrząszcze, inne owady, skorupiaki, pajęczaki, wije. I to je, milionami niszczymy wycinkami i środkami ochrony drzew. 

Nie dbając o bioróżnorodność pozbawiamy się części naszego dziedzictwa. Te małe fragmenty lasu, które nam pozostały, nie mają dużej szansy na stworzenie nowych gatunków. Ale przynajmniej dajmy im taką możliwość. A jeśli nie powstanie tam, w procesie ewolucji, już nic nowego – bardziej rozwiniętego od bakterii, to choć zachowajmy stare gatunki jako część skansenu. Dla przyszłych pokoleń. Możemy to zrobić jedynie zostawiając część lasów w całkowitym spokoju. Bez planowej ingerencji człowieka.  Przy okazji większe kręgowce same będą tam regulować swoją liczebność. Problemem jest tu fragmentaryzacja lasów więc z biegiem czasu będzie trzeba starać się poszczególne kompleksy lepiej łączyć żeby nie zostawiać gett, które nie mogą być samowystarczalne. Są w Polsce rezerwaty ale ich łączna powierzchnia to 0,5% kraju i często są to bardzo małe, oddzielne skrawki lasu. Jeśli założymy sobie perspektywę stuletnią to da się coś z tym zrobić.


Las nie tylko dla tych, którzy na nim zarabiają

Druga grupa, oprócz roślin i zwierząt, której ogranicza się prawa do lasu to lokalne społeczności. O ile koncerny, leśnicy i myśliwi mają czas i pieniądze na lobbowanie za swoimi interesami, to zwykli ludzie nie mogą tego robić. Z powodu braku środków i nikłej szansy na sukces. Nie mają wpływu na swoje najbliższe otoczenie. Skutkiem tego, w mieście w którym mieszkam, las który jest najbliższy dużym osiedlom, zamiast być terenem wypoczynku dla ludzi, wygląda jak szachownica zarządzana przez ekonoma bez krzty poczucia estetyki. Monokultury i wycięte polany. A niedługo chcą w środku tego lasu zrobić drogę ekspresową. Po drugiej stronie miasta niewiele lepiej. Mamy tu jedyną leśną ścieżkę edukacyjną w okolicy, a tną drzewa bez ogródek. Podobnie jest w innych okolicach chętnie odwiedzanych przez mieszkańców. Przy ładnych jeziorach krajobraz psuty jest bez skrępowania. I to w okolicy, która uchodzi za turystyczną. Ostatnio na szlaku, leśnicy zastąpili stare urocze, drewniane mostki, rurami zalanymi betonem. Oni nawet nie zdają sobie sprawy jaką niszczą wartość. Ta estetyczna demolka nie jest kosztem w planie urządzania lasu. Gdybyśmy mogli wycenić ją na milion złotych rocznie, inaczej by to kalkulowali. I trzeba będzie to zacząć robić. Brak doznań estetycznych to ewidentnie utracone korzyści. A mostki to tutaj pikuś. Idąc przez las ciężko jest przejść 500 metrów nie natykając się na rozjeżdżone drogi, ambony myśliwskie, wycinki, rachityczne monokultury, utwardzenia dróg gruzem budowlanym czy, przebój ostatnich lat, płoty wokół upraw leśnych. A najciekawsze jest to że chyba wszystkie państwowe lasy w Polsce mają zagraniczne certyfikaty. Najchętniej wziąłbym tych klientów, którzy kupują drewno z takim certyfikatem i poprowadziłbym ich przez te „sustainable forests”. Może by zauważyli, że coś tutaj nie gra? 

Pracowałem w zaopatrzeniu, dla jednego z największych kupców drewna na świecie, więc wiem jak bardzo znany, zachodni, certyfikat na drewno jest ważny w marketingu. Ale niestety niewiele daje, jeśli chodzi o ochronę bioróżnorodności, rozwój naturalnych lasów i zapobieganie ich dewastacji w miejscach w których wypoczywają członkowie lokalnych społeczności. Mam nadzieję, że uda się to zmienić. Właśnie za pomocą naszego, własnego certyfikatu. Ale nie stanie się to z dnia na dzień.

Piszę tu o bliskich mi okolicach gdzie są trzy nadleśnictwa bo tu najczęściej bywam ale jest to problem całej Polski. I do lokalnych leśników nie mam nawet większych pretensji. Gdyby była taka prawna możliwość jakoś byśmy się z nimi lokalnie dogadali. Niestety Lasy Państwowe to organizacja zarządzana centralnie.


Ekologia medialna a ekologia lokalna

Dużym zagrożeniem dla lasów wokół małych miejscowości, jest działalność dużych organizacji ekologicznych i reakcja polityczna na nie. Załóżmy, że uda się spełnić ostatnio popularny postulat pozostawienia 20% lasów naturalnych. Propozycja niby niezła, ale jeżeli uda się ją zrealizować to będą nią objęte miejsca, które mają mocną siłę przebicia politycznego i medialnego. I jeśli tam będzie się mniej ciąć i ingerować w las, to gdzie zacznie się ciąć więcej? No właśnie, na prowincji, gdzie nikt nie będzie protestował. A jeśli nawet zacznie, to się go zarzuci czapkami i po kłopocie.

Problemem małych społeczności jest to, że nie da się negocjować z lokalnymi Lasami Państwowymi nawet prostych, nieznaczących spraw. W tamtym roku próbowałem zdobyć legalne pozwolenie na nocowanie w lesie z synami pod namiotem. W dwóch okolicznych nadleśnictwach. Gotów byłem nawet podpisać umowę na krótkookresową dzierżawę terenu na 2 dni. Nie dało się. Skończyło się na tym, że zbieram podpisy pod petycją o utworzenie w mojej okolicy Leśnych Kompleksów Promocyjnych (LKP). Problem z nocowaniem został już rozwiązany, na szczeblu ogólnopolskim, ale LKP to coś więcej. To teoretyczna możliwość wpływu lokalnych społeczności na to, co się w lasach dzieje. Przy LKP powoływane są rady naukowo-społeczne i choć leśnicy sami wybierają członków tych rad, to jest minimalna szansa, że da się w nich umieścić kogoś, kto będzie miał jakiś wpływ na decyzje. I wtedy będzie można zacząć ratować krajobraz, bioróżnorodność, zrobić coś dla okolicznych mieszkańców. Na pewno nie za dużo, bo tu jest podobnie jak z polityką, można coś zmienić, ale trzeba najpierw założyć sobie partię polityczną, potem wygrać wybory i wtedy dopiero coś reformować. Lasy Państwowe to organizacja w wysokim stopniu scentralizowana, więc nawet jeśli udałoby się przekonać do czegoś lokalnych leśników, to Ci i tak nie będą się wychylać ze wspieraniem głębszych zmian. Więc chcąc mieć lasy bardziej naturalne dla zwierząt, a także bardziej dostępne dla mieszkańców, trzeba będzie zorganizować nacisk na władze centralne. 

Część lasów dla dzikiej natury, część dla społeczności lokalnych i turystów, część dla biznesów (jak dotąd).

Ważnym motywem do stworzenia LKP jest to, aby w perspektywie 100-200 lat przywrócić w naszych okolicach las zbliżony kształtem do lasu pierwotnego. Takiego, w który człowiek nie ingeruje. To pozwoli na rozwój bioróżnorodności i zachowanie zasobów Ziemi dla przyszłych pokoleń. A w krótszej perspektywie chodzi o to, aby nie traktować całego obszaru lasu jako plantacji - lasu gospodarczego. Czyli zostawić większe części nieruszanego lasu, aby spokojnie mogły tam rozwijać się rośliny i zwierzęta. Należy także brać pod uwagę potrzeby okolicznych mieszkańców i turystów. Czyli po prostu nie niszczyć najczęściej odwiedzanych miejsc. Takie lokalizacje to najczęściej okolice zbiorników wodnych. Dlatego proponuję zaprzestanie wycinki w okolicy kilkuset metrów od jezior i w rozsądnej odległości od cieków. Również w rozsądnej odległości od szlaków (oznaczonych i nieoznaczonych) i miejsc spacerów (np., przy osiedlach ludzkich). Tak, aby ludzie w końcu mogli mieć kontakt z lasem, a nie z plantacją drzew. Dopuszczalne wyjątki to wycinka wśród monokultur, poprawiająca krajobraz. 

Warto także, aby środki pochodzące z wycinki lasów przysłużyły się bardziej lokalnej społeczności. Zaczynając od stworzenia infrastruktury dzięki której z lasu będą mogli korzystać także ludzie starsi i niepełnosprawni. Jak to jest np. w Japonii gdzie lasy przystosowuje się do pełnienia funkcji rekreacyjnych. Wypadałoby także zacząć ograniczać dokarmianie zwierząt pod polowania, a dla ochrony otaczających pól wprowadzić nowoczesny system odstraszania, oparty na dronach i sztucznej inteligencji. Z tym, że trzeba zostawić pas łąk dla zwierzaków.

W zmianach pomoże wprowadzenie własnego certyfikatu, przyznawanego tym nadleśnictwom, które uznają prymat potrzeb natury i lokalnych społeczności nad interesami stron trzecich. 

Promocja takiego certyfikatu to przedsięwzięcie trudne, wymagające pomocy i koordynacji na szczeblu międzynarodowym. Włącznie z naciskiem na setki działów zakupów i miliony klientów detalicznych. Ciężka sprawa, ale możliwa do wykonania. Jeżeli nie spróbujemy czegoś zmienić, to lasy niedługo będą stracone dla przyrody. Zostaną drzewa, można je odżywiać i nawadniać - nawet sztucznie; zostaną duże ssaki i ptaki - można je dokarmiać. Ale będzie to tylko wydmuszka zachwycająca jedynie niewybrednych turystów. Las jako ekosystem zniknie. Nawet wiedząc, że za kilkaset lat normą będzie życie głównie w wirtualnej rzeczywistości, a nasz gatunek powoli będzie się cyborgizował, to tracąc las, zgubimy gdzieś naszego dziedzictwa. A sam, być może naiwnie, wierzę, że część z nas będzie dalej chciała żyć jako zwykli ludzie, bez zmian genetycznych i udoskonalających implantów. Dla takich osób, rodzin i społeczności las będzie wspaniałym uzupełnieniem miejskich rezerwatów.  

A przy okazji zapraszam do podpisania petycji o LKP i kontaktu, wszystkich tych, którzy chcieliby wprowadzić podobne certyfikaty w lasach blisko siebie. https://www.swuj.pl/lasy






niedziela, 7 marca 2021

Zaprojektujemy nowe owady, które zdadzą test Turinga? I o Bagienku.

Wyobraźcie sobie że będziemy mogli zaprojektować i wyprodukować nie tylko żywe stworzenia - całkowicie nowe organizmy złożone z klocków DNA ale i całe społeczności. I to że, w tych społecznościach, będziemy mogli genetycznie, od podstaw, zaprojektować to w jaki sposób jednostki komunikują się ze sobą, jak współpracują, jak tworzą kasty, jak walczą, itp.

Brzmi jak science-fiction ale prace nad tym powoli zaczynają wchodzić do laboratoriów.

Ostatnie dwa posty jakie wrzuciłem na https://www.facebook.com/synbiopl dotyczyły właśnie prac nad nowymi społecznościami. O ile wiadomość o projektowaniu syntetycznych społeczności drobnoustrojów przy pomocy sztucznej inteligencji jest ciekawa, to artykuł o tym że laboratorium ma nadzieję na zastosowanie swoich odkryć zmieniając zachowania owadów społecznych (mrówki, pszczoły, termity, itp.) brzmi przełomowo. Na razie to początki więc badania ograniczają się do wykorzystania teorii wzorców Turinga do modyfikacji bakterii E-coli tak aby produkowała przestrzenne, symetryczne kształty.

Tak, chodzi o tego Alana Turinga od matematyki, informatyki i od testu Turinga. Test Turinga bada to czy maszyna nauczyła się ludzkiego sposobu myślenia. I maszyna wcale nie mysi być zrobiona z metalu czy plastiku. Równie dobrze może być organizmem zaprojektowanym przez biologię syntetyczną. Kiedy organizmy z zaprojektowanych przez nas społeczności zaczną zdawać test Turinga? Tego nie wiemy, nikt nawet tego na poważnie nie rozważa ale takie czasy też kiedyś nadejdą. Na początku zaprojektowane przez nas społeczności owadów mogą przydać się do terraformacji obcych planet. Długa droga do tego ale to że w ramach biologii syntetycznej zaczynamy zajmować się socjobiologią jest odważnym krokiem w tę stronę. Całe społeczności będą w stanie przeprowadzać większe i inteligentniejsze projekty niż jednostki. Łatwiej też się będą adaptować do nowych warunków.

Od razu uspokoję że nie będzie warto projektować genetycznie społeczności ludzi. Tutaj raczej pozostaniemy przy indywidualnych zmianach w genomach. Do zarządzenia społecznościami istot z tak rozwiniętymi mózgami jak nasze, z powodzeniem wystarczą systemy oparte na sieciach komputerowych, sztucznej inteligencji i ściśle ukierunkowanej propagandzie. Ciekawy jest news o tym że sztuczna inteligencja tworzy twarze, które podobają się ludziom. Czytając ich fale mózgowe. Wygląda na to, że już nie tak daleko od momentu w którym będziemy widzieć tylko to co chcemy i co nam się podoba. W wirtualnej rzeczywistości. https://www.facebook.com/sztucznainteligencja2029/posts/2864837470434405 Nasz gatunek raczej będzie się zmieniał w kierunku cyborgizacji, integracji ze światem wirtualnym, nie wchodząc już w większe zmiany socjobiologiczne. Choć, oczywiście, przez jakiś czas będziemy jeszcze drobne modyfikacje genetyczne/epigenetyczne w sobie wprowadzać – w celu przezwyciężenia chorób i śmierci. Pisałem o tym w poprzednim wpisie o Homo Syntheticusie ( https://kurpiecki.blogspot.com/2020/12/homo-syntheticus-tak-ale-zbuduje-go.html )

Ciekawy jest ten świat. Przy okazji tych informacji chyba pierwszy raz w życiu żałowałem że nie jestem milionerem. Gdybym był, zatrudniłbym zespół z tego laboratorium.

poniedziałek, 1 lutego 2021

Bagienko i lasy. Chronimy przyrodę i ludzi przed konfliktami - w całej Polsce.

Niestety Urząd Miasta jest niezwykle uparty więc wróciła sprawa Bagienka. No to działamy dalej.

Druga sprawa to rozpoczęcie prac nad wyznaczeniem miejsc w okolicach Jezioraka, które powinny służyć jedynie zwierzętom i rozwojowi bioróżnorodności w naturalnych lasach. A z drugiej strony określenie miejsc w których mogli by się relaksować członkowie lokalnych społeczności i turyści. Końcowym etapem ma być stworzenie naszego, własnego certyfikatu i przyznawanie go lasom w których dba się o przyrodę i relaks dla ludzi. 

No to po kolei.

Pomimo tego że wskazaliśmy wiele alternatywnych lokalizacji miejskich, a także oferowaliśmy wyszukanie terenów prywatnych i przeprowadzenie negocjacji z ich właścicielami, nie została podjęta żadna próba zmiany umiejscowienia wybiegu. Zorganizowanie przetargu przez Urząd Miasta uważam za ostateczne potwierdzenie niechęci do znalezienia rozwiązań kompromisowych. Szkoda że nie udało się rozwiązać sprawy na drodze współpracy.

Oczywiście dalej działamy żeby zmienili lokalizację. Przez petycję do radnych, angażowanie ogólnopolskich organizacji chroniących przyrodę i inne działania. Pomożemy także ludziom w całej Polsce unikać w przyszłości takich sytuacji, dając im narzędzia do skutecznego przeciwstawienia się niechcianym projektom w budżecie obywatelskim. 

Rozmawiałem z posłem Arturem Dziamborem o wniesieniu poprawki w ustawie o samorządach. Na początek zostanie wniesiona interpelacja do odpowiedniego ministerstwa. O efektach będę informował. 

Rozsyłam też do wszystkich samorządów w Polsce analizę:  „Jak przeprowadzić Budżet Obywatelski wbrew obywatelom. Szkodząc przyrodzie. Przykład z Iławy.” Być może uwzględnią proponowane działania prospołeczne w swoich praktykach dotyczących budżetów obywatelskich. Dzięki temu, mam nadzieję, małe społeczności będą mogły skutecznie opierać się agresywnym działaniom aktywnych grup interesów.

Więcej szczegółów na stronie https://www.swuj.pl/bagienko. Na zdjęciu ja z posłem Arturem Dziamborem, po rozmowach w jego biurze poselskim w Iławie.



Przy okazji kilka słów o tym co dzieje się z petycją o utworzenie u nas Leśnych Kompleksów Promocyjnych (LKP, www.swuj.pl/lasy ). A także o tym co warto zrobić w naszych lasach. 

Wyjściem do petycji było stworzenie możliwości do nocowania w naszych lasach z namiotem, tak jak to się odbywało kilkanaście lat temu. Lasy Państwowe przeprowadzały pilotaż programu umożliwiającego nocowanie. Jednak nie w naszych okolicach. Termin pilotażu kończy się właśnie dziś. Potem mają zostać ogłoszone wnioski. Jak na razie doświadczenia są pozytywne ( https://www.lasy.gov.pl/pl/informacje/aktualnosci/pozytywne-oceny-dla-pilotazowego-programu)

Więc być może ten problem zostanie załatwiony i miejsca w których nocowanie będzie możliwe, zostaną wyznaczone w całej Polsce, także w okolicach Jezioraka.

Jeśli tak, to będziemy mogli skupić się na głównym celu powołania w naszych okolicach Leśnych Kompleksów Promocyjnych czyli na większej ochronie przyrody i dążenia do wstrzymania demolowania krajobrazu leśnego w miejscach chętnie odwiedzanych przez mieszkańców i turystów. Czyli, z jednej strony chcemy wyłączenia części lasów z użytkowania przemysłowego dlatego aby mogły tam zacząć rosnąć naturalne lasy i zaczęła rozwijać się tam bioróżnorodność, bez typowej gospodarki leśnej. Z drugiej strony podobne wyłączenie powinno dotyczyć popularnych miejsc dla ludzi, głównie okolic jezior i mniejszych oczek wodnych. Pozwoli to społeczeństwu na dostęp do natury. Obecnie ciężko jest przejść pół kilometra bez natknięcie się miejsca upraw leśnych. A to naprawdę niezbyt przyjemny widok. Również tego rodzaju działania jak niedawne zastąpienie uroczego, drewnianego mostku przy jez. Brzozy, rurą zalaną betonem nie powinny mieć miejsca. Na pewno nie na szlakach turystycznych. Zwłaszcza że nie służy to nikomu oprócz Lasów Państwowych, bo nie jest to droga dojazdowa do żadnej osady. Przy jeziorach nie powinno być ani wycinek ani  składów wyciętego drewna, jak np. ostatnio między jez. Szymbarskim a jez. Kamionka (Slim). Ludzie powinni mieć dostęp do krajobrazów nie zepsutych widokami przypominającymi o produkcji przemysłowej.

Pierwszym krokiem do zmian, po LKP, będzie utworzenie i promocja naszego certyfikatu, który będzie zaświadczać o tym, że polityka lasów, w danej okolicy, jest przyjazna dla środowiska i społeczności lokalnych. Obecnie lasy mają certyfikaty FSC. Pracowałem dla największej w Europie firmy meblarskiej, także w zaopatrzeniu, dla jednego z największych kupców drewna na świecie, więc wiem jak certyfikat FSC jest ważny w marketingu. Ale niestety niewiele daje jeśli chodzi o ochronę bioróżnorodności, rozwój naturalnych lasów i zapobieganie ich dewastacji w miejscach w których wypoczywają członkowie lokalnych społeczności. Mam nadzieję że uda się to zmienić. Właśnie za pomocą naszego, własnego certyfikatu. Wkrótce zaczniemy pracę nad szczegółami. Trochę więcej informacji znajduje się na dole strony z petycją o LKP: https://www.swuj.pl/lasy







niedziela, 27 grudnia 2020

Teleportujemy Iławę krok ku przyszłości. I rozszyfrowujemy teleportację kwantową.

Wpadłem na pomysł żeby zrobić popularny wykład na temat jednego z ostatnich newsów naukowych ( https://journals.aps.org/prxquantum/abstract/10.1103/PRXQuantum.1.020317 ) ale po chwili namysłu stwierdziłem że zabawa kwantową teleportacją przed północą w Sylwestra może nie być atrakcyjną propozycją. A z drugiej strony wymagałoby ode mnie kilkudniowego przygotowania, żeby w miarę prosto przybliżyć słuchaczom twierdzenia Bella. Coś podobnego (stany GHZ)  robiłem w ramach klubu nauki ( https://sites.google.com/view/klubnauki/strona-główna/edycja1) wraz z eksperymentem na prawdziwym komputerze kwantowym, więc wiem że w jeden dzień tego niestety nie ogarnę.

W skrócie chodzi w tej teleportacji o to żeby stworzyć sieć niemożliwą do zhakowania. Tak żeby użytkownicy mieli zapewnione bezpieczeństwo wymiany informacji na poziomie szyfru z kluczem jednorazowym ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Szyfr_z_kluczem_jednorazowym) który wykorzystywany jest np. do bardzo ważnej komunikacji jak rozmowy prezydentów Rosji i USA.

Uzyskujemy to poprzez wysłanie, do dwóch odległych od siebie miejsc, cząsteczki w stanie splątanym, dzięki czemu obie strony komunikacji mogą upewnić się że mają ten sam klucz i że nikt po drodze go nie przejął.

Kwantowa teleportację każdy może poćwiczyć sobie na komputerach IBM, choć bez fizycznego przesyłu stanów kwantowych po sieciach. (https://qiskit.org/textbook/ch-algorithms/teleportation.html)


Co ciekawe, mamy odpowiedź na to ze strony polskich naukowców. Chcą oni zabezpieczać światłowody za pomocą "Narodowego mechanizmu wymiany kwantowego klucza kodowego". https://www.dobreprogramy.pl/Polscy-naukowcy-czas-na-nowe-zabezpieczenie-swiatlowodow.-Powod-to-komputery-kwantowe,News,112401.html

Po co komu, poza specjalistami, taka wiedza? Gdyby udało mi się, tak jak chciałem rok temu, ściągnąć kilka zestawów do edycji genów CRISPR, to dzieciaki w Iławie byłyby w stanie tłumaczyć rodzicom jak działa szczepionka mRNA. Gdy ludzie nauczą się prawdopodobieństwa na poziomie twierdzeń Bella, nie będą mieli trudności z interpretacją danych statystycznych, np., dotyczących wirusów. A tego też będę uczył w Iławie gdy tylko uda mi się zorganizować finansowanie szkoły. Gdy młodzi ogarną zasady działania sztucznej inteligencji, będą wiedzieli jak działają masowe metody wpływu społecznego. Edukacja to nasza broń przed politykami i telewizyjnymi specjalistami.

A przy okazji restartuję program SWOJA KARTA. To darmowe pieniądze dla mieszkańców Iławy ale nie z ich kieszeni. Wydawać podatki, tak jak robią to politycy to każdy potrafi. SWOJA KARTA to negocjacje z prywatnymi dostawcami w ramach nowoczesnej spółdzielczości. Zapraszam do zapisywania się na kartę. Więcej na www.swuj.pl

EDIT 07.01.2021 - Chińczycy stworzyli zintegrowaną sieć komunikacji kwantowej. Sieć złożona jest z ponad 700 kabli (4600km łącznie). Są też dwa połączenia satelitarne. Szybko to idzie. https://phys.org/news/2021-01-world-quantum-network.html

Gra miejska (SZLAK POSZLAK 2), zahaczająca o ten temat, jest już gotowa. Start w niedzielę. 😁 Link do gry: https://www.swuj.pl/gra2




środa, 2 grudnia 2020

Homo Syntheticus? Tak. Ale zbuduje go dopiero bożyszcze sztucznej inteligencji.

Syntetyczna biologia (SynBio) dopiero raczkuje. Rok temu, w MRC Laboratory of Molecular Biology - UK , wyprodukowano w pełni syntetyczny genom bakterii E. coli. Po raz pierwszy stworzono żywy organizm z kodem genetycznym, który został wytworzony w laboratorium, i to od podstaw.* To same laboratorium hoduje organoidy mózgowe – małe, uproszczone wersje ludzkich mózgów.** 

W tym tygodniu dowiedzieliśmy się że sztuczna inteligencja DeepMind potrafi przewidzieć kształt protein na podstawie sekwencji ich aminokwasów. Co jak dotąd było nie do zrobienia, pomimo pół wieku prób***


I teraz wyobraźcie sobie że niedługo możemy pójść dalej w dziedzinie SynBio. Weźmy chociaż klasyczną Escherichia coli i jej silnik protonowy. Wydajna maszyna, ale może będziemy w stanie ją jeszcze poddać tuningowi i dzięki temu ulepszyć? Tu jest tego opis silnika, z filmem, ale pomińcie treści filozoficzne bo to dysputa między kreacjonistami, a ewolucjonistami: http://naszsalon24.org/2017/04/02/informacja-instrukcja-projekt-biologia-wic-bakteryjna .

A potem pójdziemy dalej. Jakie maszyny biologiczne będziemy w stanie wyprodukować? Czy kiedyś stworzymy syntetycznego człowieka? A raczej kiedy zostanie stworzony i kto zdoła to zrobić? Nasze, ludzkie, zdolności pojmowania zaczynają być niewystarczające w obliczu złożoności poznawanego świata. Nadchodzą czasy gdy nie tylko powtarzalne czynności zostaną złożone w ręce maszyn. Przejmą one od nas proces twórczy i odkrywanie świata. My będziemy najwyżej wskazywać automatom kierunek badań i nadzorować rezultaty. Nie będziemy w stanie już o wiele bardziej rozumieć świata ale będziemy mogli korzystać z owoców pracy maszyn, które zaczną nas wyprzedzać nie tylko w magazynowaniu wiedzy i informacji ale także w jej inteligentnym przetwarzaniu.

Obecna sztuczna inteligencja to programy wyspecjalizowane w rozwiązywaniu określonej klasy problemów ale na horyzoncie już czuć powiew generalnej SI (AGI), która tak jak ludzki mózg, będzie w stanie, z sukcesem, podejść do różnych zagadnień.

I to dopiero ona będzie w stanie podejść do opracowywania stworzeń o stopniu skomplikowania na poziomie ssaków. Jeśli ktoś nie miał do czynienia z biologią molekularną to polecam przyjrzenie się wizualizacjom maszyn komórkowych. Nie tylko silnik E. Coli zadziwia. Wystarczy wpisać w Youtube " molecular machines ".  Mnie urzekła syntaza katalizująca reakcję wytwarzania ATP z ADP i fosforanu nieorganicznego ( https://youtu.be/kXpzp4RDGJI ).


Budowa dużych, sprawnych organizmów z takich klocków, wymaga zdolności analizy znacznie przewyższające możliwości nawet największych i najbardziej genialnych zespołów naukowych. Łatwo możemy zmieniać kod DNA organizmów za pomocą CRISPR/Cas tak jak robimy to np. przy leczeniu raka**** ale produkcja całkowicie nowych, dużych, stworzeń w sposób sztuczny, od podstaw, to trudniejsze wyzwanie. Sprosta mu dopiero super sztuczna inteligencja. 

I tu dochodzimy do ważnego pytania. Kto będzie dysponował tą super SI czy potem możliwością tworzenia np. biologicznych robotów, być może humanoidalnych?

Kolejną ciekawą wiadomością z tego tygodnia jest odkrycie substancji która w ciągu kilku dni może zlikwidować związane z wiekiem pogorszenie funkcji poznawczych. To odkrycie firmy Calico, której właścicielem jest Google. Tak jak i wspomnianej wcześniej DeepMind.

To korporacje, nie rządy, mają obecnie wiedzę i środki aby być na czele wyścigu w przyszłość. Takie państwa jak Polska nie potrafią już nawet wytworzyć szczepionki na grypę, otwarcie deklarując że ich bezpieczeństwo zależy od zewnętrznych, obcych, firm. 



 

Oznacza to że jeśli sami o siebie nie zadbamy nasi potomkowie będą zdani na łaskę biznesów. Bo to one będą dysponować aparatem kontroli, wpływem na nasze umysły i najnowocześniejszymi wynalazkami, których nie będziemy w stanie nawet pojąć. Dlatego musimy zacząć pracować nad naszą własną super sztuczną inteligencją. Nad naszym „Bogiem SI”, tu w Iławie, bo rząd tego nie zrobi. Pisałem o tym*****, mamy jeszcze trochę czasu. To samo z rozwojem SynBio, stąd wspominałem kilka razy o potrzebie rozpoczęcia przez naszą młodzież przygody z prostymi zestawami CRISPR/Cas. Innej drogi nie mamy jeśli nie chcemy ciągnąć się w ogonie świata, jak dotąd. Na szczęście większość wiedzy jest obecnie w internecie, musimy tylko zmotywować ludzi aby zechcieli po nią sięgnąć i pokazać że mogą zrobić to bez kompleksów. Świat pędzi do przyszłości, a my możemy zająć w nim wygodne i twórcze miejsce. 

Jakiś czas temu natknąłem się na kilka zdań, które przypominają mi o sobie co jakiś czas. To proste i prawdziwe: 

Gdy ludzie myślą o podróżach w czasie, obawiają się, że będąc w przeszłości mogą zmienić radykalnie przyszłość robiąc coś nawet niezbyt znaczącego. Natomiast prawie nikt nie myśli o tym że właśnie teraz, może radykalnie zmienić przyszłość. Małym, pozornie nieistotnym działaniem.

Możemy zacząć tą przyszłość zmieniać zaczynając od lepszej i ciekawszej edukacji w Iławie. O czyym jeszcze powiem za kilka dni.


----

Przy okazji. Zapraszam do obserwowania mojej strony FB z wiadomościami z branży biologii syntetycznej i bioinformatyki. Na początek podaję przepis na zrobienie syntetycznego mRNA w laboratorium. 🙂 Syntetyczne mRNA, jak zapewne wiecie, jest składnikiem szczepionek na covida, o które jest ostatnio tyle hałasu.
Tak jak w przypadku strony o sztucznej inteligencji, którą zrobiłem rok wcześniej niż czynniki rządowe swój serwis, będziecie mieć najszybciej w Polsce informacje o najciekawszych wydarzeniach i badaniach. A po jakimś czasie poczytacie rozwinięcia tematu u konkurencji i w portalach popularnych.😁

------


*https://cyfrowa.rp.pl/technologie/41374-powstala-syntetyczna-bakteria-e-coli-czemu-ma-to-sluzyc

** https://sci-hub.se/10.1016/j.semcdb.2020.10.011

*** https://www.newscientist.com/article/2261156-deepminds-ai-biologist-can-decipher-secrets-of-the-machinery-of-life/

**** https://medicalxpress.com/news/2020-11-revolutionary-crispr-based-genome-treatment-cancer.html

***** https://lh3.googleusercontent.com/0neQHStmt64SMK_lmoMQlEqRMjaEBH1xertwVKolDB3L2QjNmj1X8_97939F9XrfL3s1g2z5XaB2iig3QWkGy-tbJFRZiJjycy4pUyGBhdSM5cu4DQ=w1280