niedziela, 19 września 2021

In Memoriam J.D.J.T.

Zmarł Józef Darski (Jerzy Targalski). Pozwalam sobie zamieścić kilka słów o nim, bo pisałem teksty dla jego portalu (ABCnet) i miałem okazję poznać go osobiście. 

Ogółowi najbardziej znany był chyba z książek z serii „Resortowe Dzieci”. Wspaniała analiza o tym jak się w Polsce robi karierę. Poparta tonami dokumentów. Popularne były też jego filmiki z analizami geopolitycznymi. Od kiedy pamiętam zawsze gdzieś tam skłaniał się w stronę PiS, choć stojąc z boku i często chłoszcząc ich niemiłosiernie, nawet w ich flagowych mediach. Zresztą z powodu tego PiS odszedłem od współpracy z nim. Z moim wolnościowym podejściem, nie było nam razem po drodze. Mimo tego zachowałem do Targalskiego sympatię i zwyczaj odwiedzania czasem jego mediów. Ostatnim razem, gdy z nim rozmawiałem, u niego w domu na obiedzie, dyskutowaliśmy również o skuteczności propagandy PiS. Było to kilkanaście lat temu, gdy PiS był w opozycji.

Główna grafika, którą miał na stronie (autorstwa A.Gacparskiego), pochodziła właśnie z tego okresu. Wyszła pierwszy raz w ABCnet. Bardzo mu się spodobała. I jak widać przywiązał się do niej. To był okres kiedy pozywał go Michnik. Za proste stwierdzenie faktu, że ten usprawiedliwiał korupcję, jeśli korzystali na niej komuniści.  Nawet pisałem o tym na jego portalu:  https://jozefdarski.pl/1313-w-obronie-prawdy-i-wolnosci-mysli 




U Targalskiego, obok bieżących analiz politycznych, szczególnie na kierunku wschodnim - od czego był ekspertem, często przewijał się problem elit. Być może dzięki temu, po współpracy z nim, już nigdy potem  nie przyszło mi do głowy, żeby aspirować do jakichkolwiek z nich. Choć po części było to na pewno powodowane doświadczeniem z poznaniem rzeczywistości elit lokalnych w jednej z iławskich partii politycznych. I to od wewnątrz. To było przerażające doświadczenie. Obserwacja ludzi tępych, a nawet wtórnych analfabetów, którzy są lokalnymi liderami, a często ich jedyną umiejętnością jest przepychanie się przy korycie, budowanie koalicji brudnych interesów i korumpowanie popleczników za pieniądze z budżetu lub za stanowiska. Zresztą, widzimy to nie tylko lokalnie, prawda?

Jego ostatni felieton też dotyczy elit. To smutny wniosek, o tym że prawdziwych elit narodu już nie da się wyłonić. Nawet gdy Polska będzie upadać. https://jozefdarski.pl/13870-jak-wylaniaja-sie-elity

Cóż mogę dodać? Z Polski niewiele już zostało. I elit narodowych rzeczywiście już nie będzie. Ale w zglobalizowanym świecie będą potrzebne elity ludzkie. Na Ziemi rządzonej przez kilkadziesiąt osób, przy pomocy mediów opartych na sztucznej inteligencji i manipulacji pieniądzem, czy punktami w systemie zaufania społecznego. Na Ziemi pędzącej w kierunku idiokracji, potrzebujemy niezależnych ludzi – wykształconych, myślących i aktywnych. I takie elity powstaną. 

Spoczywaj w pokoju.

___

Aktualizacja. 21.09.2021

A tak na marginesie, jeśli już jesteśmy przy sprawach ostatecznych. Miliarderzy mocno inwestują w nieśmiertelność biologiczną. https://www.cnbc.com/2021/09/21/silicon-valleys-quest-to-live-forever-could-benefit-the-rest-of-us.html . Nic w tym dziwnego. Ale to im się nie uda, o czym mówię od kilku lat: https://youtu.be/_WicM79z3TQ . Nie ma w nas cudownego przełącznika, którego znalezienie uchroni nas przed śmiercią. Musielibyśmy przeprogramować cały organizm, a najlepiej całą rasę. Dlatego też jedynym rozwiązaniem jest przeniesienie się w przyszłość za pomocą nieśmiertelności cyfrowej, w oparciu o zdeterminowaną społeczność, która przez wieki dbać będzie o zabezpieczenie naszych danych. I to nad tym musimy popracować. No ale bogaci wolą próbować przepchać się na osłach, objuczonych workami złota, ucho igielne. 

Chyba ktoś z MEN czyta mojego bloga, bo wczoraj Czarnek powiedział w TVP, że dadzą szkołom miliard żeby w szkołach uczniowie mogli zacząć uczyć się podczas przeprowadzania eksperymentów. Przedstawiałem ten problem w poprzednim wpisie. Próżny trud Panie Ministrze. Nie będzie żadnych eksperymentów, chyba że przyjedzie telewizja lub kurator. Nauczyciele pozamykają gadżety naukowe w szafkach, wpiszą jakieś sztampowe zwroty do swoich raportów i będzie tak jak zwykle. Oni nie mają żadnej motywacji żeby ruszyć palcem. 






środa, 18 sierpnia 2021

Warto wiedzieć. O przyszłości edukacji w Iławie.

Aktualizacja 27.08: Info z mojego udziału w "leśnym" Hackathonie, na Wizji Rozwoju - Gdynia 21, i z rozmowy z premierem, na dole strony.



Jeszcze przed pojawieniem się covid-19 wspominałem kilka razy o potrzebie wprowadzenia w Iławie praktycznej edukacji w zakresie edycji genów CRISPR-Cas9. Ten mechanizm o dziwnej nazwie to nic innego jak sposób obrony bakterii przed wirusami. Chronią się one wszczepiając wycięty kawałek kodu genetycznego wirusa do własnego kodu. W ten sposób zapewniają sobie odporność. Brzmi znajomo? 

Gdyby były środki i chęci mielibyśmy kilkunastu, może kilkudziesięciu ludzi którzy poznali te mechanizmy, mogliby, przy okazji, zrozumieć szczepionkę mRNA, samodzielnie powielać DNA za pomocą PCR, przeanalizować ewentualne skutki eksperymentu zaszczepiania większości populacji. Wiedza o tym dostępna jest na kliknięcie. Brakuje nam tylko laboratoriów i wytłumaczenia chętnym kilku kwestii, na które, być może sami nie będą w stanie znaleźć odpowiedzi. Oczywiście początki byłyby skromne – planowałem jakieś proste zestawy do samodzielnej edycji genów w organizmach. Można je kupić.

Na szczęście to nic straconego. Na nowoczesną edukację publicznych środków nie będzie ale jest inna droga. Urzędnicy dalej uważają że uczenie się to zakuwanie pamięciowe. Skądinąd wiem że w szkołach podstawowych jest, mniej więcej, tyle samo eksperymentów, co w czasach gdy ja się uczyłem. Reszta to teoria. A gdy ja się uczyłem, podczas ośmiu lat, eksperymenty były dwa – machanie skakanką aby pokazać fale i polewanie alkoholem białka jajka, żeby pokazać że picie szkodzi. 

W ten sposób nigdzie nie dojdziemy i zrazimy młodych ludzi do nauki. Nowoczesna edukacja wygląda inaczej i nie potrzebuje zapamiętywania wiedzy, która jest wszędzie, ale umiejętności szukania, weryfikacji  możliwości eksperymentowania, pomocy w rozumieniu mechanizmów. No i  i sprzętu.

Skoro nie ma na to pieniędzy publicznych, to skąd je wziąć? Zarobi się. Skończyłem właśnie badania rynkowe produktów w ramach projektu „Leśny Przewodnik”. Oprócz informacji pojawiły się też na horyzoncie obiecujące kierunki rozwoju. Docelowo będą to właśnie produkty oparte na modyfikacji genów w odmianach organizmów występujących lokalnie. Oczywiście środki bezpieczeństwa będą podwyższone w stosunku do produktów modyfikacji genetycznych oferowanych przez globalne korporacje. Do pojawienia się naszych produktów tego typu, na rynku , miną lata. Jednak, mam nadzieję że szybko pojawią się środki na laboratoria i zaplecze informatyczne/sztuczną inteligencję, - dzięki sprzedaży mniej zaawansowanych ale innowacyjnych i skutecznych produktów. I właśnie te laboratoria będą pełnić także ważną rolę edukacyjną w Iławie. Niech ludzie mają szansę wyrobić sobie własną opinię na podstawie własnej wiedzy i doświadczeń. Nie będą musieli wtedy wpadać w dysonanse poznawcze, obijając się między propagandami różnych grup interesów.

A co do nowoczesnej edukacji. Wczoraj usłyszałem że chłopak z Iławy dostał się do najlepszego liceum w Polsce. Choć ostatecznie wybrał inną szkołę. Wiem doskonale że uczył się głównie sam, z tutoriali z YouTube. Bywał też u mnie na zajęciach ze sztucznej inteligencji, ale nie zdołał się tu raczej niczego nauczyć bo covid zamknął tą możliwość. Z YouTube nauczył się teorii bo akurat w matematyce nie potrzeba wiele sprzętu. Ale w innych dziedzinach już nie ma tak lekko i do eksperymentów potrzebujemy urządzeń. Więc talenty nie matematyczne nie mają dużych szans rozwoju w Iławie. Zmienimy to.

A na razie proponuję popatrzeć na poniższy filmik. Czyż to co widzimy, dzięki temu że dzięki nauce możemy lepiej rozumieć świat, nie jest piękne?

Tu akurat od momentu gdy miliardy maszyn molekularnych kopiują DNA ale warto obejrzeć cały.


Link: https://youtu.be/7Hk9jct2ozY?t=157

Potrzeba nam także innych kierunków atrakcyjnych dla młodzieży. Mija era programistów, klepaczy-koderów. Kod będą tworzyć maszyny do których będziemy mówić naszym językiem. Trochę potrwa czekanie na takie rozwiązania przyjazne dla zwykłych użytkowników ale to nastąpi. Ale AI/software deweloperzy będą jak najbardziej przydatni. Moglibyśmy kształcić takich w Iławie. Potrzeba tylko wizji i chęci u władz.  Podsumowując, kilka kierunków, które by nam się przydały i które można zrobić. 

- kognitywistyka,

- rozwój oprogramowania i sztucznej inteligencji, gry, przygotowanie do życia w wirtualnej rzeczywistości,

- biznes w praktyce,

- genetyka stosowana i biologia syntetyczna,

- fizyka i komputery kwantowe,

- bioróżnorodność, zdrowie, relaks w turystyce i życiu mieszkańców,

- psychologia, badania opinii i propaganda.

Jasne że nie możemy próbować robić tego w tradycyjny sposób. Czyli żadnego otwierania szkół z tradycyjną kadrą pedagogiczną. To droga donikąd. Ostatnio mignęło mi jakieś ogłoszenie rekrutujący nauczycieli do jakiejś "nowoczesnej szkoły w chmurach" nowoczesne w niej było tylko wynajęcie jakiejś agencji reklamowej żeby im napisała nowoczesne teksty i wkleiła wciągającą grafikę. Za tą fasadą kryła się tradycyjna, nieefektywna szkoła finansowana ze środków publicznych i objęta wymogami kuratoriów. Czyli stary, pruski model w którym uczeń jest pustym dzbanem do którego kadra nauczycielska powoli przelewa teoretyczną wiedzę z ksiąg. 

Co do covida, który nam nieodmiennie towarzyszy, to mamy już twarde z krajów które wyszczepiły już większość populacji. Wniosek jest taki że szczepienie nie zatrzymuje transmisji wirusa i że w ten sposób nie da się uzyskać odporności zbiorowej ( https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-brytyjscy-naukowcy-w-przypadku-wariantu-delta-odpornosc-zbio,nId,5413727#crp_state=1 ). Wiemy też, że więcej ludzi wykończyła polityka rządu niż covid ( https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/koronawirus-czy-sluzba-zdrowia-na-dwie-trzecie-mocy-co-gorsze-zgonow-poza-szpitalem/sq80hzw.amp ) choć do mainstreamu nie przebija się jeszcze psychoneuroimmunologia czyli związek psychiki z układem odpornościowym, o czym pisałem tutaj:  https://kurpiecki.blogspot.com/2020/04/psychoneuroimmunologia.html

Nawiązując do wyszczepień populacji to warto pomyśleć o tym dlaczego bakteriom pomaga precyzyjny mechanizm CRISPR-Cas9 i ewentualnie pomyśleć o odwzorowaniu go  w naszej skali, przez np. szybko reagujące lokalne punkty analizy kodu genetycznego i produkcji szczepionek robiące błyskawicznie produkt zapewniający odporność na dany szczep, który zaczyna przeważać przed sezonem infekcji. W ten sposób będziemy mogli lepiej chronić osoby z zagrożonych grup. Trzeba działać, precyzyjnie, jak laserem, a nie polować z młotem na komary, jak ma to miejsce przy realizacji pomysłu „zaszczepmy cały świat tym samym”. I – tak, będziemy mogli robić te szczepionki w naszych laboratoriach. Tak jak mamy w waszych kieszeniach komputery potężniejsze od tych służących do obliczeń podczas projektowania bomby atomowej. Tak działa postęp.v

A mała maszyna do PCR kosztuje tylko 650$ https://news.mit.edu/2021/minipcr-dna-education-0817


***

Aktualizacja 27.08.2021

Jak już jesteśmy przy nauce to wybrałem się na Hackathon na Forum Wizja Rozwoju - Gdynia 2021. A to dlatego że wyzwanie dotyczyło jednocześnie lasu, jak i technologii.

Do naszego zespołu dosiadł się premier, więc trochę z nim pogadaliśmy o lesie, bushcraftcie, sztucznej inteligencji i upraszczaniu interfejsu użytkownika w oparciu o voice/chat boty. Bo taki był projekt naszej aplikacji, w odpowiedzi na zapotrzebowanie rządu i leśników. Było sporo rozmów na wydarzeniu, dowiedziałem się o projekcie nowej ustawy dot. udziału społeczeństwa w polityce leśnej. Podobno procedowany ma być dopiero w następnym roku. Jego elementem ma być to że lasy wokół miast mają , w większym stopniu niż dziś, pełnić funkcje społeczne - wypoczynkowe. Niestety powracają obawy że tak będzie wokół większych miast, gdzie będzie nacisk wielu ludzi i organizacji. Skończyć się może tym że wycinać będą więcej w rejonach położonych na prowincji. 

A na forum, poza tym, było dużo o wodorze i Koła Gospodyń Wiejskich.


Poniżej fotka naszego zespołu, z portalu rządowego "Otwarte Dane" gdzie jest też wspomniany projekt naszej apki.  https://dane.gov.pl/pl/article/1291,otwarte-dane-na-hackathonie-wizja-rozwoju-21 Pani chciała nasze zdjęcie na ściance z ich logiem, bo zakładaliśmy użycie danych z tego serwisu. 


I w ten sposób hasło projektu  ubezpieczeń wzajemnych podczas podróży międzygalaktycznych "YOU'LL BE BACK. AFTER A SHORT BREAK." ( Welcome Back After A Short Break - Welcomeback.space - Polski - Strona Główna) znalazło się na stronie rządowej zajmującej się udostępnianiem ogromnej ilości danych.  :-)





wtorek, 29 czerwca 2021

Różne, varia, to i owo

Bagienko, czyli ten nieszczęsny wybieg ( https://www.swuj.pl/bagienko) - Mamy już wyniki inwentaryzacji ornitologicznej na Bagienku. W tej iławskiej enklawie przyrodniczej występuje 27 gatunków ptaków. Większość ściśle chronionych. O krzyżówkach, kokoszkach i kwiczołach mieszkańcy dobrze wiedzieli. Ale są też i niespodzianki. Dokładny spis gatunków ujawnimy za rok, po inwentaryzacji porównawczej. Informację tą otrzymała także Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska i Ministerstwo Klimatu. Ministerstwo Klimatu uprzejmie odpowiedziało że oni nic tu nie mogą i żebym sam się z tym bujał po sądach. 

Po sądach również mogę się bujać w sprawie odebrania mi prawa do petycji. Mimo, że w petycji odniosłem się do wyroku NSA, żeby ograniczyć urzędnikom próby udawania idiotów, to jednak podjęli decyzję żeby to robić. Pomimo tego, że jest inny wyrok NSA, mówiący o tym że nie można sobie zmieniać i dowolnie interpretować petycji: "W doktrynie prawa administracyjnej przyjmuje się, że organ administracji publicznej nie jest uprawniony do precyzowania treści żądania, ponieważ mogłoby to prowadzić do niedopuszczalnej zmiany kwalifikacji prawnej żądania, wbrew intencjom osoby wnoszącej podanie" Więcej, w aktualizowanym wpisie tutaj: https://kurpiecki.blogspot.com/2021/03/tajemniczy-chochlik-w-radzie-miasta.html ). Ale praktyka w Polsce jest taka że urząd może sobie wymyślić prostackiego fikołka prawnego, a obywatel może się z tym 10 lat obijać po sądach. Aż ostatni człowiek zapomni zapomni o co w tym chodziło. Kiedyś pisałem interpretacje prawnicze pod pozycjonowanie (SEO) i jak widzę że ktoś mnie odpędza prawnym bełkotem, o takiej jakości jak miejscowi, to trochę boli. Ale co zrobisz, życie. 

Z lepszych wiadomości. Z projektem "Leśny Przewodnik" (LP) byłem w telewizji regionalnej (TVP Olsztyn) i w ogólnopolskiej. Opowiadałem trochę o lasach. 




Jeśli ktoś mnie czyta to wie że LP to pod-projekt konceptu podróży międzygalaktycznych (a przy okazji nieśmiertelności - https://www.welcomeback.space/polski-strona-główna), który rozwijam. Docelowo LP ma zapewnić finansowanie nowoczesnej edukacji w Iławie i dać początek strefie ochronnej przeznaczonej dla ludzi (z dala od cyborgizacji). Dodatkowo we wrześniu robię Mały Kongres Transhumanistyczny, właśnie w lesie. Straszą kolejną falą, więc kongres odbędzie się  w wersji rozproszonej. :-) https://www.facebook.com/events/730714064139779





wtorek, 15 czerwca 2021

Wilki, a Iława i okolice Jezioraka

 


Po ostatnim spotkaniu z wilkiem, który rzucił się nagle w moją stronę, siadłem na chwilę do informacji, na temat tego zwierzęcia, ze świata, żeby zobaczyć co może się stać w przyszłości. Chodzi głównie o przypadkowe spotkania wilków ze zwykłymi użytkownikami lasów wokół Jezioraka.

Od kilku lat wiemy, często z mediów że wilki są w naszej okolicy. Spotykane są już nie tylko przez ludzi pracujących w lesie czy myśliwych ale i przez spacerowiczów czy biegaczy. I z moich informacji wynika, że nie są to spotkania rzadkie. Wilki stały się częścią naszego otoczenia. W Polsce szacuje się ich populację na 2000. Po przeliczeniu, na powierzchnię lasów nadleśnictw Iława i Susz (łącznie), przypada statystycznie około 10 wilków*.  Choć ilość tych stworzeń na dany obszar lasu jest raczej stała, to w pewnych okresach będzie się zwiększać, a co za tym idzie, nasze spotkania z nimi będą coraz częstsze. Czy może być to dla nas zagrożeniem i co robić w razie spotkania?

Odpowiedź krótka – nie, nie jesteśmy zagrożeni, a w razie spotkania wilki po prostu się oddalą. Odpowiedź dłuższa – choć statystycznie to mało prawdopodobne, warto być przygotowanym na to że może być trochę inaczej. 

W przypadku mojego ostatniego spotkania z wilkiem było tak ( tutaj opis: https://www.facebook.com/Ilawski/posts/288626166328896 ) że wilk usłyszał hałas lub wyczuł mój zapach i rzucił się do ucieczki. Tyle że w moją stronę, oślepiony światłem słońca. Dopiero po chwili mnie dostrzegł i czmychnął w tył. W przypadku wilków które podeszły do pilarzy z Brzozowa i szczerzyły kły, były to osobniki bardzo młode i zachowały się niezbyt racjonalnie. Przy ataku na dzieci w Przysłupie, ludzie wskazują, na podstawie zdjęć i sposobu ataku, że był to raczej wilczak czechosłowacki, czyli mieszanka hodowlana. Wilk, który straszył spacerowiczów w Lublinie, również okazał się wilczakiem, który oddalił się od właściciela na kilkaset kilometrów.  

W mediach, oprócz głosów wyważonych, mamy też przekazy stronnicze. Z jednej strony zdarzają się obrońcy wilków, posuwający się do stwierdzenia że wilk jeszcze nikogo nie zabił i nie odnotowano ataków na ludzi, co nie jest prawdą. Z drugiej strony mamy widoczny wpływ środowiska myśliwskiego, które zainteresowane jest naciskiem na regulację wilków za pomocą odstrzałów. Dla tego środowiska wilk jest naturalną konkurencją ponieważ zmniejsza ilość potencjalnych trofeów myśliwskich.  W związku z tym zainteresowani są oni demonizowaniem wilków. 

Opierając się na analizie badań i doniesień z całego świata ( https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_wolf_attacks ), można stwierdzić że ataki na osoby dorosłe są bardzo rzadkie. Takich ataków w których wilk traktuje nas jak pożywienie, jest kilka w roku, przeważnie w Azji. Atakowane są zwykle kobiety i małe dzieci. To znamy z lokalnych historii o pastuszkach. Rzeczywiście samotne dzieci mogą byś postrzegane jako ofiara do zjedzenia. Dorosły mężczyzna bardzo rzadko. Inny rodzaj ataku zachodzi w przypadku gdy człowiekowi towarzyszy pies. Dla wilka pies jest postrzegany jako konkurent do terytorium, więc to normalne że go atakuje, przy okazji może oberwać się człowiekowi, który broni psa. No i trzeci rodzaj agresji, na którą warto zwrócić uwagę jest wścieklizna. Tutaj mamy przypadki na Białorusi czy na Ukrainie. Więc całkiem blisko. U nas profilaktyka przeciwko wściekliźnie jest dość zaawansowana, zwłaszcza dotyczy to wykładania szczepionek dla lisów, więc są to przypadki rzadkie, jak wilk atakujący ludzi w Ustrzykach w 2004. Wilk może też zaatakować gdy zbliżymy się do jego młodych. 

Co do tego jak się zachować gdy spotkamy wilka, można poczytać na stronach lasów czy stowarzyszenia Wilk:

https://www.polskiwilk.org.pl/jak-chronic/postepowanie-z-nieplochliwymi-wilkami

https://www.lasy.gov.pl/pl/informacje/aktualnosci/co-zrobic-gdy-spotkasz-wilka

Streszczając – wilk najczęściej sam odejdzie. Gdy jednak się zbliży i jest zuchwały, udajemy wielkiego, unosząc ramiona i krzyczymy. Jeśli nie zadziała, następnym etapem jest rzucanie przedmiotami, np. gałęziami, grudami. I tutaj moja uwaga. Nie zawsze w lesie jest tak że pod ręką jest coś pokaźnego do płoszenia wilka. Nie wszędzie leżą grube gałęzie. Dlatego osobom przezornym, udającym się samotnie w odludne miejsca polecam znalezienie, po wejściu do lasu, jakiegoś grubszego kija. Do płoszenia czy obrony zapewne nigdy nam się nie przyda ale pomocny jest przy badaniu czy mokradła na które wchodzimy są głębokie w miejscu gdzie chcemy przejść, do strząsania kleszczy z krzaków przez które chcemy się przedrzeć, czy po prostu do jednoczesnego treningu mięśni ramion w czasie spaceru. 

Okoliczne lasy nie są puszczami, są poorane drogami, wokół dużo osiedli ludzkich, więc siłą rzeczy wilki do człowieka się przyzwyczajają. Gdy mieszkałem w Gdańsku, pod dom podchodziły dziki, tak samo jak pod największą galerię handlową w Gdyni. Ostatnio wilk odwiedził także trójmiejskie osiedle, przez które przechodził codziennie mój syn chodząc do szkoły (w tym część drogi pokonując przez lasek). Mieszkając blisko lasu będziemy widywać zwierzęta, które na chwilę z niego wyjrzą. Czasem tym zwierzęciem będzie wilk. I nic w tym dziwnego.

Wilka wściekłego praktycznie nie mamy szansy praktycznie u nas spotkać. W 2019 był jeden lis przy granicy z Białorusią i kilka nietoperzy. W tym roku wściekłych lisów było już kilkanaście w Polsce ale za tym poszła akcja wykładania szczepionek w lasach. Tak więc chory neurologicznie wilk ma małą szansę do nas dotrzeć.  A jak już dotrze, to i tak pierwszy zauważy go ktoś z samochodu, jak to miało miejsce w tym przypadku, z kojotem: https://youtu.be/N_STtp3q7t8 , tak więc tym scenariuszem nie bardzo bym się przejmował.

Zapraszam do lasów: www.przewodnik.ilawa.pl



* W Bieszczadach mamy 9 wilków na 100km2, w pobliskich Borach Tucholskich 1,6 wilka na 100km2. Na podstawie danych z inwentaryzacji w innych lasach, możemy przyjąć że w naszym regionie jest około 2 wilków na 100km2. Co też odpowiada liczbie około 10 szt. na lasy wokół Iławy i Jezioraka. Na podstawie zasłyszanych informacji o spotkaniach z nimi w naszej okolicy, szacowałbym tutejszą populację na więcej, ale być może to tylko wrażenie.  W naszych okolicach nie była prowadzona inwentaryzacja wilków więc nie mamy lepszych danych.. Dane z innych lasów tutaj: RAPORT_KONCOWY.pdf (gios.gov.pl)


Zdjęcie - Federico di Dio - Unsplash
 



poniedziałek, 24 maja 2021

Mediom znudziło się straszenie covidem. Straszą chrząszczami.

 W mediach przetoczyła się fala ostrzeżeń przed chrząszczem - oleicą krówką. Tak jak np. na załączonym obrazku. Tekst mrożący krew w żyłach:  "Już jedna jej kropla niesie śmiertelne niebezpieczeństwo". Ale żaden dziennikarz nie pofatygował się obliczyć kiedy to niebezpieczeństwo wystąpi. No więc z grubsza policzyłem. Przeciętny człowiek umrze gdy przyswoi kantarydynę z półtora oleicy krówki. 

Dane co do zawartości kantarydyny  w oleicach ( Berberomeloe majalis, Physomeloe corallifer ) wziąłem stąd: https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0111057

Dawkę śmiertelną z Wikipedii: https://en.wikipedia.org/wiki/Cantharidin

LD50 (median dose) 0.03–0.5 mg/kg (human) Do obliczeń wziąłem  0.2 mg/kg.

Suszony owad 1 szt. waży średnio 0,5g 

Koncentracja kantarydyny w owadzie to 20mg/g (w Physomeloe corallifer, która bardziej przypomina naszą oleicę). Czyli mamy 10mg kantarydyny na owada. Tyle zabija człowieka o masie 50kg. 

Więc człowiek o wadze 75kg musi przyswoić truciznę z półtora oleicy żeby umrzeć. Egzemplarz którego ostatnio widziałem miał około 4cm, (zwykle są mniejsze) więc te wszystkie wartości powyżej są szacunkowe. Poza tym trzeba wziąć pod uwagę że nie wchłonie takiej ilości substancji przez skórę. Ze zjedzeniem też będzie problem, a ile tej trucizny przedostanie się do krwiobiegu trzeba zapytać toksykologa. W Wikipedii piszą że już połknięte 10mg może być zabójcze. 

Generalnie, straszenie oleicą ma taki sam sens jak straszenie, właśnie kwitnącą, konwalią majową. Która oczywiście też jest śmiertelną trucizną. No ale tu pechowo można przypadkiem napić się wody ze szklanki w której stały konwalie. A kto by jadł nieznane chrząszcze?



fot: Krzysztof Kurpiecki




A tak przy okazji, jeżeli chcecie wiedzieć jak odstraszać strzyżaki jelenie (latające kleszcze) czy zamówić repelent/odstraszacz  - "Idź Stąd" zapraszam na stronę Leśnego Przewodnika (Iława i okolice Jezioraka): Leśny Przewodnik - Iława - Strzyżak jeleni - jak odstraszyć.




Update 25.05: Ciekawostka. Na ten mój wpis powołał się portal fakenews.pl ( https://fakenews.pl/zdrowie/nie-ten-owad-nie-moze-zabic-czlowieka/) wytykając takim mediom jak Onet, TVP Info, Wirtualna Polska, Gazeta.pl Podróże, O2.pl, Dziennik Bałtycki, TokFM.pl czy wMeritum.pl, taką sobie rzetelność ich publikacji.


wtorek, 11 maja 2021

Zaczęli budować wybieg dla psów. Przepłoszenie stąd np. 3 gatunków ptaków to strata korzyści dla mieszkańców o równowartości 1 000 000 złotych.

Kończymy powoli inwentaryzację na Bagienku. Koszt utraty 3 gatunków ptaków to strata korzyści dla mieszkańców, o równowartości około 1 000 000 złotych. A właśnie zaczęli płoszyć ptaki budową wybiegu.

Biorąc pod uwagę dane z profesjonalnej inwentaryzacji ornitologicznej, na podstawie badań naukowych obliczyłem jakie będą straty mieszkańców okolic  w przypadku wypłoszenia ptaków przez postawienie tutaj wybiegu dla psów. To równowartość około 1 000 000 złotych rocznie (przy założeniu utraty trzech gatunków). Więc nie jest to żadne "ojtam, ojtam, jakieś ptaszki, kogo to obchodzi" tylko strata, którą łatwo zmierzyć pieniądzem. To ważne w przypadku budowy, która jest nielegalna i powstaje wbrew opinii 95% mieszkańców.

Psy, z uwagi na naturalne predyspozycje, używane są do płoszenia ptaków na lotniskach, więc można założyć, że schodzenie się tutaj psów z całego miasta będzie miało ten sam efekt. W konsekwencji liczba obecnych tu gatunków będzie się zmniejszać, co automatycznie obniży dobrostan mieszkańców.

Jak dowiodły badania*, zwiększenie ilości gatunków ptaków o 10%,, w miejscu uczęszczanego przez badanych, to wzrost satysfakcji z życia, na poziomie otrzymania dodatkowej sumy 865 zł (190EUR) miesięcznie.

Jak wiemy z psychologii społecznej, strata jest odczuwalna bardziej od zysku, w związku z tym silniej oddziałuje na satysfakcję życiową ale nie będę mnożył tego przez dodatkowy współczynnik. Więc dla straty 10% w liczbie gatunków, przyjmiemy również sumę 865zł miesięcznie. Przy 30 gatunkach, wychodzi 288zł za potencjalnie utracony gatunek. Suma ta oczywiście jest stratą dla każdego kto korzysta z dobrodziejstw natury na Bagienku. Przy mniejszej liczbie gatunków straty będą proporcjonalnie większe, a my mamy na razie 20 gatunków zaobserwowanych na Bagienku.

Zakładam liczbę okolicznych mieszkańców na 600 osób. W tym, zachowawczo założę że miłośników natury mamy tu 1/3. Czyli 200 osób. Z uwagi na to że większość gatunków pojawia się tu wiosną, a znika jesienią, do wyliczenia bierzemy 6 miesięcy. W przypadku utraty jednego gatunku, koszt straty dla okolicznych mieszkańców, to 345 tysięcy. W przypadku utraty 10 gatunków to prawie 3 miliony złotych. Ilość gatunków na Bagienku będziemy mierzyć co roku. 

Oczywiście nie jest to jedyna strata psychologiczna. Np. nie możemy zmierzyć kosztu utraty obiecanej tu publicznie przez Urząd Burmistrza i opisanej w mediach strefy seniora. Pomijając to, że jak nowa osoba obejmuje urząd to mogłaby skonsultować z mieszkańcami to czy nowe pomysły na zagospodarowanie ich sąsiedztwa im odpowiadają. Niestety władze wolały podjąć decyzję bez żadnej konsultacji z najbardziej zainteresowanymi, i to w taki sposób że mieszkańcy nie mieli żadnych możliwości się przed tą decyzją obronić.

*Link do badań: https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0921800920322084?via%3Dihub

Badania oparte są na analizie danych dotyczących satysfakcji z życia i informacji socjo-ekonomicznych ponad 26 tysięcy Europejczyków. Więc jest to solidna próba.

W badaniach była brana pod uwagę mediana przychodu na poziomie europejskim (1237 euro). Jest to trochę więcej niż polska średnia krajowa (5411zł).

Wyniki pełnej inwentaryzacji przedstawimy w tym miesiącu, choć wyniki mogą być zakłócone z uwagi na rozpoczęcie procesu płoszenia ptaków przez Urząd Miasta Iława.

Więcej o sprawie Bagienka na: SWUJ.PL - Bagienko



wtorek, 27 kwietnia 2021

Lobbing i posttranshumanizm. O tym po co zapraszano mnie pod Biały Dom. I o nowym ruchu społecznym w Iławie.

Ruszamy dalej ze staraniami o lepsze lasy wokół Iławy i Jezioraka. Tym razem chodzi o konsultacje i certyfikaty. Wszystko jest pod adresem nowo powstałego ruchu społecznego, który ma zająć się sprawami lasów, od strony społecznej. Spytamy mieszkańców okolic Iławy o ich opinie i potrzeby. Link pod tekstem.

Mój felieton na temat lasów opublikował Tygodnik Spraw Obywatelskich ( https://instytutsprawobywatelskich.pl/lesne-wojny/ ) To jedno z ważniejszych pism społecznikowskich w Polsce, więc polecam.  Szefa tygodnika, Rafała Górskiego, kojarzę z czasów gdy zdarzało mi się pisać o TTIP, handlowej umowie UE-USA, która była negocjowana kilka lat temu. I oprócz posłów z sejmowej komisji ds. TTIP – Winnickiego i Tarczyńskiego, którzy gdzieś tam subskrybowali moje treści na ten temat, zauważyłem że właśnie on zainteresował się tematem. Jak wieloma niszowymi, nie nagłaśnianymi ale bardzo, bardzo ważnymi sprawami. Jak na przykład modyfikacje genetyczne. Właśnie przy okazji modyfikacji CRISPR, w związku z którą pisał na twitterze, wymieniliśmy kilka słów. Kilka miesięcy temu linkowałem na moim profilu FB, do Forum Geopolitcznego, organizowanego przez ten instytut, na której miałem okazję zadać pytanie prof. Leszkowi Sykulskiemu i innym uczestnikom debaty, dotyczące sztucznej inteligencji. Sykulski porusza, od czasu do czasu, zagadnienie transhumanizmu.  A jak może wiecie, pracuję nad tym ,żeby po erze cyborgizacji, pozostała też jakaś enklawa dla ludzi biologicznych, takich jak my. Można to nazwać posttranshumanizmem. 

Przy okazji pisania o TTIP uczestniczyłem również w konsultacjach dotyczących tej umowy. Ale co ciekawe, od strony amerykańskiej. Jako członek Business Coalition for Transatlantic Trade. Zawsze lepiej mi się współpracowało z amerykańską kulturą biznesową niż z europejską. Stąd może i mój wybór aby negocjacje obserwować od tamtej strony. Wiązało się to z częstymi zaproszeniami do budynku Amerykańskiej Izby Handlowej. To naprzeciwko Białego Domu, po drugiej stronie ulicy. Czy nawet na spotkanie z kongresmenami w budynku Rayburna przy Kapitolu, czy w Brukseli. Przez jakiś czas czułem się prawie jak przedstawiciel wielkiej rodziny lobbystów. Oczywiście mój wpływ na kształt umowy byłby żaden, a Morawiecki i Emilewicz zapowiedzieli że podpiszą wszystko w ciemno, więc nawet rola społecznego reportera nie miała sensu. No ale gdyby Trump nie zablokował tego dealu, i praca nad tym byłaby kontynuowana, pojechałbym sobie turystycznie do USA. Ciekawe czy dostałbym wtedy wizę jako lobbysta? 

A jeżeli chodzi o lasy wokół nas to właśnie ruszamy z ruchem społecznym "Kocham Las i Planetę" - KLIP, dzięki czemu łatwiej będzie nam czuwać nad tym aby nasza przyroda była coraz lepsza. Pytamy mieszkańców, które miejsca warto ochronić przed wycinką. Które lasy mają być rekreacyjne, a które powinny być nienaruszaną ostoją bioróżnorodności. Nasze propozycje są na mapie, czekamy na inne. To plan na kilka lat bo bierze pod uwagę plany urządzania lasu i kalendarz wyborczy. Zapraszam na stronę:   www.klip.ilawa.pl 

A jeżeli chcecie być na bieżąco to polubcie profil ruchu na FB: https://www.facebook.com/klip.ilawa

KLIP IŁAWA
Edytowane.04.05.2021


niedziela, 11 kwietnia 2021

Wycinki, koronawirus, zbiorowe złudzenie i histeria.

 Z wycinkami lasów jest jak z covidem. Ludzie nagle zaczęli je dostrzegać i wydaje im się że to coś niezwykłego. Stąd w portalach społecznościowych mnóstwo takich obrazków jak niżej. Dla okolic Iławy 3 miesiące temu porównywałem zdjęcia satelitarne z okresu 10 lat i nie widzę różnic w ilości większych rębni. Ale będę to sprawdzał też. innymi metodami. Choć na razie moja teza jest taka że ilość wycinek nie zwiększyła się znacznie w ubiegłym roku. Po prostu ludzie chętniej chodzą do lasu i je zauważają. 

To psychologiczny klasyk wybiórczego postrzegania rzeczywistości. Dokładnie to co w przypadku epidemii dziur w szybach samochodów w Seattle ( Seattle windshield pitting  – tłumaczenie zamieszczam poniżej). Tak jak w przypadku koronawirusa, nagle zaczęto zwracać uwagę na coś normalnego, co istniało od zawsze. Przy wirusie wchodzą w grę jeszcze elementy biznesu i wojny informacyjnej ale mechanizm psychologiczny jest taki sam. Nawet jeśli, tak jak wirus grypy, mutuje. 

Okazało się że to co pisałem rok temu ( https://kurpiecki.blogspot.com/2020/04/psychoneuroimmunologia.html ) nadal jest aktualne. Szwedzkie podejście do problemu sprawdziło się. Polskie rozwiązania doprowadziły do tragedii – tzw. nadwyżkowych śmierci. Niestety znowu wchodzi tu psychologia powiązana z kalkulacją polityczną i władze nie mogą przyznać się do błędów, by nie stracić twarzy. Najprostszym wyjściem z tego bałaganu jest ogłoszenie, gdy minie sezon grypowy, że szczepienia działają, a rząd osiągną sukces. Tyle że jeśli nie zmienią strategii to problem jesienią wróci. Tak więc zamiast straszyć ludzi, obniżając ich odporność, zamiast doprowadzać ich do otyłości poprzez blokowanie możliwości aktywności fizycznej*, zamiast zamykać służbę zdrowia i blokować dostęp słońca do skóry maseczkami, trzeba robić coś przeciwnego. I mówię to jako człowiek, który od wielu lat stosuje dystans społeczny w sezonie grypowym i jak jest chory to nie kaszle przy ludziach.

A to że trzeba zacząć inaczej gospodarować w lesie to druga sprawa. Pisywałem o tym już z 10 lat temu. Już niedługo coś z tym, lokalnie zrobimy ( https://www.swuj.pl/lasy - na dole strony, od " Ważnym motywem do stworzenia LKP jest to aby w perspektywie 100-200 lat przywrócić w naszych okolicach las zbliżony kształtem do lasu pierwotnego. "). 

* Już są wyniki badań na temat wpływu braku aktywności fizycznej na śmiertelność przy covidzie. Na 50000 osób. 2,5 razy większa szansa na zgon dla tych co się nie ruszają. https://bjsm.bmj.com/content/early/2021/04/07/bjsports-2021-104080

Promienie słońca uwalniają tlenek azotu ze skóry. Pomaga to organizmowi w walce z koronawirusem i innymi chorobami. Efekt jest niezależny od wpływu syntetyzowanej witaminy D. Badania wskazujące na mniejszą ilość zgonów w bardziej nasłonecznionych rejonach: https://www.ed.ac.uk/news/2021/sunlight-linked-with-lower-covid-19-deaths 

Namawianie ludzi do zachowań hamujących aktywność fizyczną i blokujących dostęp światła słonecznego do skóry jest działaniem powodującym zwiększoną liczbę zgonów. Badania dotyczące przenoszenia wirusa na świeżym powietrzu i te nad skutecznością masek noszonych przez zwykłych ludzi, nie oferują żadnego uzasadnienia, na podstawie którego można by sądzić że korzyści z nakazu zasłaniania ust i nosa, są większe niż tego negatywne konsekwencje.

Aktualizacja 29.04: Okazało się że artykuł w Nature, o wzmożonych wycinkach w Europe, też opierał się na złudzeniu, w tym przypadku spowodowanym częściowo przez przez technologię, a częściowo przez niszczenie drzew przez susze czy wiatry. Wycinki, po 2015 wzrosły ale o 6% nie o 69%:  https://efi.int/articles/nature

_ _ _

Incydenty z dziurkami w przedniej szybie, w Waszyngtonie. Przykład histerii społecznej wynikającej ze skupienia uwagi społeczności, poprzez media,  na jednym zjawisku.

 

15 kwietnia 1954 r. Bellingham, Seattle i inne społeczności Waszyngtonu zauważyli dziwne zjawiska - małe dziury, wgłębienia i wgłębienia pojawiły się na przednich szybach samochodów w bezprecedensowym tempie. Początkowo uważano, że jest to dzieło wandali, ilość dziurek rośnie tak szybko, że spanikowani mieszkańcy wkrótce podejrzewają wszystko, od promieni kosmicznych po jaja pcheł piaskowych i opadu z testów bomby wodorowej. Następnego dnia do urzędników państwowych wysyłane są prośby o pomoc w rozwiązaniu problemu, który stałby się znany jako Epidemia dziurek w szybach samochodowych w Seattle.

Zaczyna się w Bellingham

Małe dziury w przedniej szybie zostały po raz pierwszy zauważone w społeczności Bellingham w północno-zachodnim Waszyngtonie pod koniec marca 1954 roku. Niewielki rozmiar dziurek skłonił funkcjonariuszy policji w Bellingham do myślenia, że uszkodzenie było dziełem wandali używających śrutu lub kulek. W ciągu tygodnia kilku mieszkańców Sedro Woolley i Mount Vernon, 25 mil na południe od Bellingham, również zaczęło zgłaszać uszkodzenia przednich szyb. W drugim tygodniu kwietnia „wandale” zaatakowali dalej na południe, w mieście Anacortes na wyspie Fidalgo.

Epidemia w Anacortes rozpoczęła się wczesnym rankiem 13 kwietnia 1954 r., Wtedy właściciele samochodów zauważyli nieznane dotąd wgłębienia w przednich szybach. Nie tracąc czasu, wszyscy dostępni funkcjonariusze organów ścigania w okolicy pomknęli do miasta z nadzieją na ujęcie sprawców. Blokady drogowe zostały ustawione na południe od miasta, na moście Deception Pass Bridge, a wszystkie samochody wyjeżdżające i wjeżdżające do miasta zostały dokładnie sprawdzone, podobnie jak ich kierowcy i pasażerowie.

Bez skutku. Dalej na południe odkryto, że samochody ze stacji lotniczej Whidbey Island Naval Air Station w Oak Harbor mają te same tajemnicze ślady. Prawie 75 marines przeprowadziło intensywne pięciogodzinne przeszukanie stacji. Wyszli z pustymi rękami. Pod koniec dnia zgłoszono uszkodzenie ponad 2000 samochodów z Bellingham do Oak Harbor. Dwie rzeczy stały się jasne: to nie mogło być dziełem wędrownych chuliganów; a cokolwiek powodowało dziurki i wżery w przedniej szybie, szybko zbliżało się do Seattle.

Seattle w stanie oblężenia

Wiadomość o tym zjawisku do Seattle. Rankiem 14 kwietnia 1954 roku prenumeratorzy gazety Seattle przeczytali na pierwszej stronie doniesienia o wydarzeniach, które miały miejsce na północy. W popołudniowych gazetach pojawiły się podobne historie. O 6 wieczorem. policja w Seattle otrzymała raport, że na parkingu przy 6th Avenue i John Street zostały uszkodzone trzy samochody. O godzinie 21:00 kierowca zgłosił, że jego przednia szyba została uszkodzona na N 82. Street i Greenwood Avenue. Potem worek z doniesieniami się rozerwał.

Kierowcy zaczęli zatrzymywać samochody policyjne na ulicy, aby zgłosić uszkodzenie przedniej szyby. Uszkodzone zostały auta na parkingach i w punktach punkty sprzedaży samochodów na północ od centrum miasta, a także samochody zaparkowane daleko na zachód, aż do Ballard. Uszkodzone zostały nawet samochody policyjne zaparkowane przed komisariatami. Na stacje wprowadzono dodatkowych urzędników, którzy odpowiadali na wezwania rozzłoszczonych i zakłopotanych właścicieli samochodów. Następnego ranka wżery w przedniej szybie osiągnęły poziom epidemii.

Szklana menażeria

Sama liczba uszkodzonych szyb przednich wykluczyła chuliganów, a eksperci nie mieli pojęcia, dlaczego te dziwne wgłębienia i dziury pojawiły się znikąd. Na wyspie Whidbey szeryf Tom Clark postulował, że radioaktywność uwolniona podczas ostatnich testów bomby wodorowej na południowym Pacyfiku niszczy szyby. Liczniki Geigera zostały użyte w celu badań szyb i osób, które dotknęły śladów, ale wszystkie były wolne od radioaktywności. Mimo to szeryf stanowczo utrzymywał, że „żadna ludzka siła” nie mogłaby stworzyć blizn pozostawionych na szkle.

Inne teorie były liczne

Niektórzy sądzili, że nowy nadajnik radiowy Marynarki Wojennej o milionach watów w Jim Creek niedaleko Arlington konwertuje oscylacje elektroniczne na fizyczne drgania szkła. Dowódca marynarki wojennej George Warren, odpowiedzialny za Jim Creek, nazwał tę teorię „całkowicie absurdalną”. Wskazał, że przednia szyba musiałaby mieć kilka mil szerokości, aby pasowała do częstotliwości nadajnika, a poza tym w Jim Creek, miejscu ustawienia nadajnika, nie znaleziono żadnych wżerów.

Za przyczynę uznano promienie kosmiczne bombardujące Ziemię ze Słońca, ale ponieważ tak niewiele wiedziano o promieniowaniu kosmicznym, tej teorii nie można było łatwo udowodnić ani obalić. Wysunięto teorię o tajemniczym zdarzeniu atmosferycznym, ale zwolennicy tej teorii nie potrafili wyjaśnić, jaki mógł być jego przebieg.

Ponieważ kilka osób doniosło, że widziało szklane bańki, niektórzy postulowali, że jaja pcheł piaskowych zostały w jakiś sposób złożone w szkle i teraz się wykluwają. Jak to się mogło stać i dlaczego wyklułyby się wszystkie naraz, nie było jasne.

Inni sugerowali naddźwiękowe fale dźwiękowe, nieradioaktywne szczątki koralowców z testów bomb atomowych lub zmianę pola magnetycznego Ziemi.

Inni ludzie po prostu obwiniali za całe wydarzenie gremliny.

 Dr D. M. Ritter, chemik z University of Washington, został wyznaczony do współpracy z władzami w tej sprawie. Po sprawdzeniu przednich szyb i pozostałości znalezionych na niektórych samochodach, powiedział:  Nie ma nic, o czym wiem, co mogłoby powodować nietypowe pęknięcia przednich szyb. Ci ludzie muszą śnić ”. Dr Ritter był bliżej prawdy niż ktokolwiek inny.

Uratuj nas, Ike!

15 kwietnia 1954 roku policja została zasypana telefonami. Zgłoszono, że prawie 3000 szyb przednich zostało uszkodzonych i nikt nie wiedział, co robić. Poszukując pomocy z zewnątrz, aby rozwiązać zagadkę, burmistrz Seattle Allan Pomeroy (ok. 1907-1966) skontaktował się z gubernatorem Arthurem Langlie w stolicy stanu Olimpia i prezydentem Dwightem D. Eisenhowerem (zwanym Ike) w Waszyngtonie:

To, co wydawało się być lokalnym wybuchem wandalizmu skutkującego uszkodzeniami okien samochodowych w północnej części stanu Waszyngton, rozprzestrzeniło się teraz w całym regionie Puget Sound. Analiza chemiczna tajemniczego proszku przylegającego do uszkodzonych szyb przednich i szyb wskazuje, że materiał może być po prostu rozrzucony przez wiatr, a nie że jest to sprawa dla policji. Nalegano, aby odpowiednie agencje federalne (i stanowe) zostały poinstruowane, aby w nagłych przypadkach współpracowały z władzami lokalnymi.

Gubernator Langlie skontaktował się z Uniwersytetem Waszyngtońskim i poprosił o powołanie komitetu naukowców w celu zbadania tego zjawiska. Eksperci (z laboratorium badań środowiskowych, laboratorium fizyki stosowanej oraz wydziałów chemii, fizyki i meteorologii) dokonali szybkiego przeglądu 84 samochodów na terenie kampusu. Stwierdzili, że uszkodzenie jest  najprawdopodobniej  „wynikiem normalnych warunków jazdy, w których małe przedmioty uderzają w szyby samochodów”. Fakt, że większość samochodów znajdowała się z przodu, a nie z tyłu, potwierdzał ich teorię.

Harlan S. Callahan, szeryf hrabstwa King, nie zgodził się z tym. Jego zastępcy zbadali ponad 15 000 samochodów w całym hrabstwie i stwierdzili uszkodzenia ponad 3 000 z nich. Szeryf i jego zastępcy uważali, że takiego poziomu szkód nie da się wytłumaczyć zwykłym użytkowaniem aut. Funkcjonariusze organów ścigania znaleźli również w pobliżu niektórych samochodów dziwne małe kulki. Korzystając z metod naukowych odkryli, że kulki reagowały „gwałtownie”, gdy obok nich umieszczono ołówek, ale nie długopis. Nikt jednak nie wiedział, co to oznacza.

Dalsze dochodzenie przeprowadzone przez Departament Policji Miasta Seattle wykazało, że większość dziur było w szybach starszych samochodów. W przypadku partii samochodowych zupełnie nowe samochody były „czyste”, podczas gdy używane starsze samochody wykazywały oznaki wżerów. Policja znalazła rzadkie przypadki wandalizmu „naśladowczego”, ale większość przypadków miała proste wyjaśnienie: dziurki były tam przez cały czas, ale nikt ich nie zauważył do tej pory.

To samo rozumowanie odnosi się do pyłu  znajdującego się na szybie przedniej i w pobliżu samochodów. Okazało się, że był to pył węglowy, drobne cząstki powstałe w wyniku niepełnego spalania węgla bitumicznego. Cząsteczki te unosiły się w powietrzu Seattle od lat, ale nikt wcześniej nie przyglądał się im z bliska. Chociaż cząsteczki pyłu węglowego nie miały nic wspólnego z wżerami, ogół społeczeństwa w końcu je zauważył, tak jak po raz pierwszy zauważyli dziurki w szybach aut.

Sierżant Max Allison z policyjnego laboratorium kryminalnego w Seattle oświadczył, że wszystkie raporty o szkodach składały się z „5% chuliganów i 95% publicznej histerii”. Mieszkańcy Puget Sound nieświadomie stali się uczestnikami podręcznikowego przykładu zbiorowego złudzenia. Do 17 kwietnia 1954 r. incydenty wżerowe nagle ustały.

Podręcznikowy przykład 

Epidemia wżerów w przedniej szybie w Seattle z 1954 roku rzeczywiście stała się podręcznikowym przykładem zbiorowego złudzenia, czasami mylnie nazywanego „masową histerią”. Do dziś socjologowie i psychologowie w swoich kursach i pismach odnoszą się do tego incydentu obok innych podobnych wydarzeń, takich jak panika inwazji marsjańskiej Orsona Wellesa w 1938 r. I przypuszczalne obserwacje „Jersey Devil” na wschodnim wybrzeżu w 1909 r.

Incydent dziurek w Seattle zawiera wiele kluczowych czynników, które odgrywają rolę w zbiorowych urojeniach. Obejmują one dwuznaczność, rozpowszechnianie plotek i fałszywych, ale wiarygodnych przekonań, wpływ środków masowego przekazu, niedawne wydarzenia geopolityczne oraz wzmacnianie fałszywych przekonań przez autorytety (w tym przypadku policję, wojsko i polityków).

Ta kombinacja czynników, dodana do prostego faktu, że po raz pierwszy ludzie faktycznie „patrzyli” na swoje szyby zamiast „przez nie” , spowodowała panikę. Ale
nie było żadnych wandali. Żadnego opadu atomowego. Żadnych pcheł piaskowych. Żadnych promieni kosmicznych. Brak oscylacji elektronicznych. Tylko kilka dziurek w oknach, które były tam od samego początku.

Prawdopodobnie masz je teraz w swoim samochodzie. 


Źródło: https://www.historylink.org/File/5136

wtorek, 30 marca 2021

Tajemniczy chochlik w Radzie Miasta. Czyli o tym dlaczego radni nie głosowali nad moją petycją.

 



Na poniedziałkowej sesji Rady Miasta miała być głosowana moja petycja dotycząca wybiegu dla psów. Niestety tajemniczy chochlik sprawił, że radni głosowali nad czymś napisanym przez kogoś innego. A było to napisane w ten sposób, że nie mieli wyjścia i mogli zagłosować jedynie przeciw.

Zamiast głosować nad uchwaleniem sugestii skierowanej do Burmistrza, o to żeby zmienił lokalizację wybiegu ( a tego dotyczyła moja petycja), radni głosowali nad możliwością zmiany lokalizacji wybiegu przez Radę Miasta (w mojej petycji nie ma mowy o takim głosowaniu). A że jasne jest, że Rada nie może zmienić lokalizacji, no to radni głosowali przeciwko temu co ktoś sobie napisał. Bo jak mogli głosować inaczej nad wnioskiem, który nie ma żadnego sensu?

O co tu chodzi? Po co Rada zrobiła takie czary-mary? Prosta sprawa, gdyby dopuszczono moją petycję do głosowania przez Radę, każdy radny głosowałby nad tym czy chce zasugerować Burmistrzowi, żeby zmienił lokalizację wybiegu czy nie. Dzięki temu każdy radny mógłby się na ten temat oficjalnie wypowiedzieć, a każdy mieszkaniec mógłby poznać zdanie radnych. 

Do tego, między innymi, służy uchwała kierunkowa, o której uchwalenie prosiłem w petycji. Dzięki takiej uchwale organ, który nie ma w danej sprawie kompetencji do rozstrzygania, sugeruje podjęcie określonych działań, organowi który takie kompetencje ma. W tym przypadku Rada sugerowałaby Burmistrzowi zmianę lokalizacji wybiegu.

Obrazowo ujmę to tak. To sytuacja taka, jakbym poprosił babcię, żeby wniosła prośbę o ułaskawienie dziadka do Prezydenta RP, a ona przysłałby mi obszerną analizę prawną dowodzącą tego, że babcie nie udzielają ułaskawień, bo nie są głowami państwa. Głupie? No głupie. Skuteczne? A i owszem.

Technicznie trik polegał na tym że zamiast wniosku z mojej petycji ( jest w BIP: https://bip.umilawa.pl/10088/4467/Petycja_ws__wybiegu_dla_psow/ ) ktoś podłożył pod procedowanie "petycję w sprawie podjęcia działań przez Radę Miejską w Iławie w formie uchwały dotyczącej rozpatrzenia możliwości zmiany lokalizacji zwycięskiego projektu" ( http://ilawa.esesja.pl/zalaczniki/124267/projekt-rozstrzygniecie-petycji-wybieg-dla-psow_1161863.pdf ). O czym nie ma mowy w mojej petycji i co nie było moją intencją. To, że Rada Miejska nie może zmienić lokalizacji było jasne od początku i dlatego wnioskowałem w petycji dokładnie o to o co wnioskowałem. Wyjaśniając nawet co to jest uchwała kierunkowa i że umocowana jest w naszym systemie prawnym, choćby wyrokiem NSA. Niestety tajemniczy chochlik...

No to mam taką nieśmiałą prośbę. Może jednak Rada zachciałaby zająć się moją petycją zgodnie z prawem i procedurami? Tą petycją która jest w BIP, a nie tym co wyprodukował tajemniczy chochlik. Może radni jednak chcieli by odnieść się do mojej petycji? Co, niestety zostało im skutecznie uniemożliwione.

Jeszcze rzuciłem okiem na to uzasadnienie do wniosku złożonego przez chochlika . Tak mi się przypomniało że gdy obecny Burmistrz był w opozycji to i władza rozmawiała z mieszkańcami, którym nie podobała się realizacja budżetu obywatelskiego. I lokalizację zwycięskiego projektu można było zmienić. Bo władza takowe zaproponowała. Ale wtedy, obecny Burmistrz opowiadał przed kamerami TVP „ że zabrakło konsultacji społecznych”. O czy mogą Państwo poczytać sobie tutaj: https://www.infoilawa.pl/aktualnosci/item/52613-ilawa-budowa-skateparku-na-ostatniej-prostej-a-spor-trwa-w-najlepsze-zdjecia  


Poniżej tekst chochlika i wniosek do tekstu chochlika.


A na dole moja petycja (całość pod linkiem na BIP)

Nie znających sprawy sporu o wybieg na Bagienku, po informacje, zapraszam tutaj: https://www.swuj.pl/bagienko



Aktualizacja 8.04.2021 

W Kurierze pojawiła się odpowiedź. Nie wyjaśnia ona dlaczego Rada nie głosowała nad moją petycją tylko nad uchwałą, którą ktoś sobie napisał. 

Nie mamy w tej odpowiedzi niczego nowego. Konstrukcja wypowiedzi oparta jest na rzekomej niezgodności z prawem zmiany lokalizacji wybiegu.
Uzasadnienie opiera się na opinii prawnej. Opinia prawna nie jest źródłem prawa, a jedynie pomocniczym materiał analitycznym. Opinia prawna opłacona przez instytucję, która jest stroną w sporze nie może być niepodważalnym rozstrzygnięciem spornej sprawy. Zwłaszcza w przypadku gdy jednoznacznie, jako strona społeczna, udowodniliśmy że urząd złamał prawo, poprzez planowanie sprzeczne z zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Dodatkowo, od początku działał wbrew przepisom środowiskowym, twierdząc, że nie obowiązują takowe w przypadku Bagienka. Dopiero RDOŚ wyprowadził władze z tej beztroski prawnej. Czynniki powiązane z urzędnikami nie mogą uzurpować sobie prawa do jednoznacznego wyrokowania w sprawie w której ci są stroną. Do tego przyjmowane w opinii założenia, zwłaszcza to że mieszkańcy w IBO głosowali za lokalizacją wybiegu na Bagienku, jest mocno naciągane. Lokalizacji nie było na karcie głosowania, a na oficjalnej stronie UM, pierwszą lokalizacją na jaką natyka się czytelnik jest plaża na Lipowym Dworze. Z uwagi na to zmiana lokalizacji nie jest znaczną zmianą, zwłaszcza że sami projektodawcy twierdzili publicznie w mediach, że lokalizacja jest im obojętna. 
A poza tym, nadrzędna jest tu opinia mieszkańców okolicy, z którymi nie przeprowadzono konsultacji. Z czym zgodziło się kilku posłów RP podpisując się pod interpelacją do Prezesa Rady Ministrów w tej sprawie.
Tak więc sprawa jest co najmniej niejednoznaczna i opieranie odbierania mi prawa do instytucji petycji, na podstawie opinii opłaconej przez stronę przeciwną uważam za nadużycie. Komisja może rekomendować pozytywne lub negatywne głosowanie nad petycją ale nie jest instytucją rozstrzygającą.
Oczywiście, podczas głosowania mojej petycji radni mogą wziąć pod uwagę tą opinię prawną, jak również rekomendację Komisji. Również burmistrz może się na nią powoływać. Ale nie może ona zostać ona użyta do blokowania praw obywatelskich.


---------------

Na uproszczonym przykładzie petycja i sposób rozpatrzenia (według przepisów), wygląda tak:

Bob (lat 14) do Alicji (lat 14): "Alicjo, potrzebuję pół litra wódki do eksperymentów chemicznych. Nie mogę jej kupić bo jestem niepełnoletni. Ty też jesteś niepełnoletnia i nie możesz jej kupić ale składam do Ciebie petycję abyś poprosiła wujka Charlesa (lat 50 ) żeby kupił dla mnie tą butelkę wódki." Alicja może poprosić Charlesa lub nie (rozpatruje petycję pozytywnie lub negatywnie).

Praktyczna procedura rozpatrywania  petycji jednak jest taka, że trafiła ona najpierw do Pana Fikołka Prawnego, pośrednika między Bobem i Alicją.

Pan Fikołek Prawny zmienia treść petycji Boba na " Alicjo, idź kup mi butelkę wódki". Czyli petycja pierwotna znika. Alicja odpowiada na petycję spreparowaną przez Pana Fikołka Prawnego, w jedyny, możliwy sposób: " Nie mogę kupić Ci wódki, ponieważ jestem niepełnoletnia". Koniec. Kurtyna.

Organy administracji nie mogą sobie dowolnie zmieniać treści petycji. Jeśli uznały że obywatel jest analfabetą i nie wie co pisze, mają obowiązek obywatela zapytać o co chodzi. W podobnej sprawie był wyrok NSA:

"W doktrynie prawa administracyjnej przyjmuje się, że organ administracji publicznej nie jest uprawniony do precyzowania treści żądania, ponieważ mogłoby to prowadzić do niedopuszczalnej zmiany kwalifikacji prawnej żądania, wbrew intencjom osoby wnoszącej podanie (żądanie, wyjaśnienie, odwołanie, zażalenie, etc.). Natomiast konsekwentnie powtarza się, że adresat niejasnego żądania powinien udzielić wnoszącemu podanie niezbędnych wskazówek i wyjaśnień w tym zakresie"

A. Wróbel, Teza nr 5 w komentarzu do art. 63 k.p.a., [w:] M. Jaśkowska, A. Wróbel, op. cit. z powołaniem na wyrok NSA w Krakowie z dnia 23 kwietnia 1993 r., SA/Kr 2342/92: „O tym, jaki charakter ma mieć pismo wniesione przez stronę w postępowaniu administracyjnym decyduje ostatecznie strona, a nie organ administracyjny, do którego strona pismo to skierowała. W razie wątpliwości, organ administracyjny mając na względzie postanowienia art. 7–9 k.p.a., winien zapytać stronę o wyrażenie swego stanowiska”.

( https://www.repozytorium.uni.wroc.pl/Content/73286/32_Michal_Bernaczyk.pdf)

 

wtorek, 23 marca 2021

Leśne Wojny



Dawno, dawno temu w naszej galaktyce... 

Na Małej Niebieskiej Kulce rosły lasy i żyły zwierzęta, 

bez pomocy planów urządzania lasów. Warto do tego wrócić. 

Przynajmniej częściowo. Dlatego trzeba certyfikować lasy. Naszymi certyfikatami.


Wojny o zasoby związane z lasem toczą się cały czas. Nie są może zbyt głośne ale są tu na pewno wielcy zwycięzcy i cisi przegrani. Jednym z największych wygranych jest firma szwedzkiego faszysty, która 60 lat temu weszła układ z miejscowymi komunistami. Komitywa z władzami dała jej dostęp do taniego drewna i siły roboczej. Dzięki temu, po kilkudziesięciu latach stała się koncernem znanym na całym świecie. Podobnym wygranym był największy koncern meblowy w Europie. Zarabiał na drewnianych meblach krocie, a pracownikom płacili grosze. Wiem, bo u nich pracowałem. Nie wnosili nic do lokalnej społeczności, żerując na tanich zasobach. Ta firma akurat upadła, a zarząd w Niemczech pozamykali za jakieś przekręty. Z lasu dobrze żyją też pomniejsi gracze. A kto jest najbardziej poszkodowany? Sam las i okoliczna ludność. 

Las wykorzystywany jest jako obuch w polityce. 21 marca gazeta Kurskiego i Michnika namawiała do spacerowania po lesie. Przeciwko wycinkom. Leśniczówka drugiego Kurskiego brała dwa razy udział w burzach medialnych. Za poprzedniej władzy, wśród umownej „prawej strony”, szeroko rozpowszechniana była informacja, że PO sprzedaje lasy Żydom. Potyczki związane z kornikiem w puszczy chyba wszyscy zauważyli. Podziały w tym konflikcie przebiegają według linii sympatii politycznych. Teraz jest taki nacisk na walkę z wycinkami że nawet idol fanów piłki kopanej, znany komentator, zamieścił twitta z wyciętymi sosnami w lesie gospodarczym twierdząc, że to rzeź rezerwatu przyrody w Magdalence. Trochę w tym wszystkim walki opozycji z rządem, trochę mody i aktywizmu polegającego na biciu piany. Problemem nie są wycinki upraw sosny. Rozwiązaniem nie jest, popularny wśród polityków, trik propagandowy polegający na sadzeniu drzew. To bardziej złożona sprawa. A tematowi przyglądam się za każdej władzy, dając czasem temu wyraz publicznie.


Las to nie tylko drzewa i duże zwierzaki

Z perspektywy leśników las to uprawa drewna. Wystarczy spojrzeć w kilkusetstronicowe plany urządzania lasu. To dokumenty księgowe dotyczące plantacji. Jest tam też i o ekologii, ale te wzmianki są wyraźnie dosztukowywane do całości, bez większej logiki. Widać, że stanowią treść obcą, wymuszoną, nie zintegrowaną z księgowym duchem tego dokumentu.

Z perspektywy myśliwych las to teren do uprawiania hobby. Najpierw przekarmiają zwierzaki, a potem do nich strzelają. I nie żebym miał z tym duży problem, obok mnie jest chińska fabryka w której codziennie zabija się tysiące ptaków. I nikt nie protestuje. Więc statystycznie myślistwo to niezbyt znaczące zagadnienie etyczne. Ale zakłóca naturalną równowagę w lesie. To oraz ciągłe wycinanie starego lasu i sadzenie nowych drzewek. To bardzo przyjemne uczucie, gdy w lesie natykamy się na orły, jelenie, łosie czy sowy, ale duże zwierzęta to tutaj niewielka część organizmów. Leśna biomasa to, nie wspominając o roślinach, także mrówki, chrząszcze, inne owady, skorupiaki, pajęczaki, wije. I to je, milionami niszczymy wycinkami i środkami ochrony drzew. 

Nie dbając o bioróżnorodność pozbawiamy się części naszego dziedzictwa. Te małe fragmenty lasu, które nam pozostały, nie mają dużej szansy na stworzenie nowych gatunków. Ale przynajmniej dajmy im taką możliwość. A jeśli nie powstanie tam, w procesie ewolucji, już nic nowego – bardziej rozwiniętego od bakterii, to choć zachowajmy stare gatunki jako część skansenu. Dla przyszłych pokoleń. Możemy to zrobić jedynie zostawiając część lasów w całkowitym spokoju. Bez planowej ingerencji człowieka.  Przy okazji większe kręgowce same będą tam regulować swoją liczebność. Problemem jest tu fragmentaryzacja lasów więc z biegiem czasu będzie trzeba starać się poszczególne kompleksy lepiej łączyć żeby nie zostawiać gett, które nie mogą być samowystarczalne. Są w Polsce rezerwaty ale ich łączna powierzchnia to 0,5% kraju i często są to bardzo małe, oddzielne skrawki lasu. Jeśli założymy sobie perspektywę stuletnią to da się coś z tym zrobić.


Las nie tylko dla tych, którzy na nim zarabiają

Druga grupa, oprócz roślin i zwierząt, której ogranicza się prawa do lasu to lokalne społeczności. O ile koncerny, leśnicy i myśliwi mają czas i pieniądze na lobbowanie za swoimi interesami, to zwykli ludzie nie mogą tego robić. Z powodu braku środków i nikłej szansy na sukces. Nie mają wpływu na swoje najbliższe otoczenie. Skutkiem tego, w mieście w którym mieszkam, las który jest najbliższy dużym osiedlom, zamiast być terenem wypoczynku dla ludzi, wygląda jak szachownica zarządzana przez ekonoma bez krzty poczucia estetyki. Monokultury i wycięte polany. A niedługo chcą w środku tego lasu zrobić drogę ekspresową. Po drugiej stronie miasta niewiele lepiej. Mamy tu jedyną leśną ścieżkę edukacyjną w okolicy, a tną drzewa bez ogródek. Podobnie jest w innych okolicach chętnie odwiedzanych przez mieszkańców. Przy ładnych jeziorach krajobraz psuty jest bez skrępowania. I to w okolicy, która uchodzi za turystyczną. Ostatnio na szlaku, leśnicy zastąpili stare urocze, drewniane mostki, rurami zalanymi betonem. Oni nawet nie zdają sobie sprawy jaką niszczą wartość. Ta estetyczna demolka nie jest kosztem w planie urządzania lasu. Gdybyśmy mogli wycenić ją na milion złotych rocznie, inaczej by to kalkulowali. I trzeba będzie to zacząć robić. Brak doznań estetycznych to ewidentnie utracone korzyści. A mostki to tutaj pikuś. Idąc przez las ciężko jest przejść 500 metrów nie natykając się na rozjeżdżone drogi, ambony myśliwskie, wycinki, rachityczne monokultury, utwardzenia dróg gruzem budowlanym czy, przebój ostatnich lat, płoty wokół upraw leśnych. A najciekawsze jest to że chyba wszystkie państwowe lasy w Polsce mają zagraniczne certyfikaty. Najchętniej wziąłbym tych klientów, którzy kupują drewno z takim certyfikatem i poprowadziłbym ich przez te „sustainable forests”. Może by zauważyli, że coś tutaj nie gra? 

Pracowałem w zaopatrzeniu, dla jednego z największych kupców drewna na świecie, więc wiem jak bardzo znany, zachodni, certyfikat na drewno jest ważny w marketingu. Ale niestety niewiele daje, jeśli chodzi o ochronę bioróżnorodności, rozwój naturalnych lasów i zapobieganie ich dewastacji w miejscach w których wypoczywają członkowie lokalnych społeczności. Mam nadzieję, że uda się to zmienić. Właśnie za pomocą naszego, własnego certyfikatu. Ale nie stanie się to z dnia na dzień.

Piszę tu o bliskich mi okolicach gdzie są trzy nadleśnictwa bo tu najczęściej bywam ale jest to problem całej Polski. I do lokalnych leśników nie mam nawet większych pretensji. Gdyby była taka prawna możliwość jakoś byśmy się z nimi lokalnie dogadali. Niestety Lasy Państwowe to organizacja zarządzana centralnie.


Ekologia medialna a ekologia lokalna

Dużym zagrożeniem dla lasów wokół małych miejscowości, jest działalność dużych organizacji ekologicznych i reakcja polityczna na nie. Załóżmy, że uda się spełnić ostatnio popularny postulat pozostawienia 20% lasów naturalnych. Propozycja niby niezła, ale jeżeli uda się ją zrealizować to będą nią objęte miejsca, które mają mocną siłę przebicia politycznego i medialnego. I jeśli tam będzie się mniej ciąć i ingerować w las, to gdzie zacznie się ciąć więcej? No właśnie, na prowincji, gdzie nikt nie będzie protestował. A jeśli nawet zacznie, to się go zarzuci czapkami i po kłopocie.

Problemem małych społeczności jest to, że nie da się negocjować z lokalnymi Lasami Państwowymi nawet prostych, nieznaczących spraw. W tamtym roku próbowałem zdobyć legalne pozwolenie na nocowanie w lesie z synami pod namiotem. W dwóch okolicznych nadleśnictwach. Gotów byłem nawet podpisać umowę na krótkookresową dzierżawę terenu na 2 dni. Nie dało się. Skończyło się na tym, że zbieram podpisy pod petycją o utworzenie w mojej okolicy Leśnych Kompleksów Promocyjnych (LKP). Problem z nocowaniem został już rozwiązany, na szczeblu ogólnopolskim, ale LKP to coś więcej. To teoretyczna możliwość wpływu lokalnych społeczności na to, co się w lasach dzieje. Przy LKP powoływane są rady naukowo-społeczne i choć leśnicy sami wybierają członków tych rad, to jest minimalna szansa, że da się w nich umieścić kogoś, kto będzie miał jakiś wpływ na decyzje. I wtedy będzie można zacząć ratować krajobraz, bioróżnorodność, zrobić coś dla okolicznych mieszkańców. Na pewno nie za dużo, bo tu jest podobnie jak z polityką, można coś zmienić, ale trzeba najpierw założyć sobie partię polityczną, potem wygrać wybory i wtedy dopiero coś reformować. Lasy Państwowe to organizacja w wysokim stopniu scentralizowana, więc nawet jeśli udałoby się przekonać do czegoś lokalnych leśników, to Ci i tak nie będą się wychylać ze wspieraniem głębszych zmian. Więc chcąc mieć lasy bardziej naturalne dla zwierząt, a także bardziej dostępne dla mieszkańców, trzeba będzie zorganizować nacisk na władze centralne. 

Część lasów dla dzikiej natury, część dla społeczności lokalnych i turystów, część dla biznesów (jak dotąd).

Ważnym motywem do stworzenia LKP jest to, aby w perspektywie 100-200 lat przywrócić w naszych okolicach las zbliżony kształtem do lasu pierwotnego. Takiego, w który człowiek nie ingeruje. To pozwoli na rozwój bioróżnorodności i zachowanie zasobów Ziemi dla przyszłych pokoleń. A w krótszej perspektywie chodzi o to, aby nie traktować całego obszaru lasu jako plantacji - lasu gospodarczego. Czyli zostawić większe części nieruszanego lasu, aby spokojnie mogły tam rozwijać się rośliny i zwierzęta. Należy także brać pod uwagę potrzeby okolicznych mieszkańców i turystów. Czyli po prostu nie niszczyć najczęściej odwiedzanych miejsc. Takie lokalizacje to najczęściej okolice zbiorników wodnych. Dlatego proponuję zaprzestanie wycinki w okolicy kilkuset metrów od jezior i w rozsądnej odległości od cieków. Również w rozsądnej odległości od szlaków (oznaczonych i nieoznaczonych) i miejsc spacerów (np., przy osiedlach ludzkich). Tak, aby ludzie w końcu mogli mieć kontakt z lasem, a nie z plantacją drzew. Dopuszczalne wyjątki to wycinka wśród monokultur, poprawiająca krajobraz. 

Warto także, aby środki pochodzące z wycinki lasów przysłużyły się bardziej lokalnej społeczności. Zaczynając od stworzenia infrastruktury dzięki której z lasu będą mogli korzystać także ludzie starsi i niepełnosprawni. Jak to jest np. w Japonii gdzie lasy przystosowuje się do pełnienia funkcji rekreacyjnych. Wypadałoby także zacząć ograniczać dokarmianie zwierząt pod polowania, a dla ochrony otaczających pól wprowadzić nowoczesny system odstraszania, oparty na dronach i sztucznej inteligencji. Z tym, że trzeba zostawić pas łąk dla zwierzaków.

W zmianach pomoże wprowadzenie własnego certyfikatu, przyznawanego tym nadleśnictwom, które uznają prymat potrzeb natury i lokalnych społeczności nad interesami stron trzecich. 

Promocja takiego certyfikatu to przedsięwzięcie trudne, wymagające pomocy i koordynacji na szczeblu międzynarodowym. Włącznie z naciskiem na setki działów zakupów i miliony klientów detalicznych. Ciężka sprawa, ale możliwa do wykonania. Jeżeli nie spróbujemy czegoś zmienić, to lasy niedługo będą stracone dla przyrody. Zostaną drzewa, można je odżywiać i nawadniać - nawet sztucznie; zostaną duże ssaki i ptaki - można je dokarmiać. Ale będzie to tylko wydmuszka zachwycająca jedynie niewybrednych turystów. Las jako ekosystem zniknie. Nawet wiedząc, że za kilkaset lat normą będzie życie głównie w wirtualnej rzeczywistości, a nasz gatunek powoli będzie się cyborgizował, to tracąc las, zgubimy gdzieś naszego dziedzictwa. A sam, być może naiwnie, wierzę, że część z nas będzie dalej chciała żyć jako zwykli ludzie, bez zmian genetycznych i udoskonalających implantów. Dla takich osób, rodzin i społeczności las będzie wspaniałym uzupełnieniem miejskich rezerwatów.  

A przy okazji zapraszam do podpisania petycji o LKP i kontaktu, wszystkich tych, którzy chcieliby wprowadzić podobne certyfikaty w lasach blisko siebie. https://www.swuj.pl/lasy






niedziela, 7 marca 2021

Zaprojektujemy nowe owady, które zdadzą test Turinga? I o Bagienku.

Wyobraźcie sobie że będziemy mogli zaprojektować i wyprodukować nie tylko żywe stworzenia - całkowicie nowe organizmy złożone z klocków DNA ale i całe społeczności. I to że, w tych społecznościach, będziemy mogli genetycznie, od podstaw, zaprojektować to w jaki sposób jednostki komunikują się ze sobą, jak współpracują, jak tworzą kasty, jak walczą, itp.

Brzmi jak science-fiction ale prace nad tym powoli zaczynają wchodzić do laboratoriów.

Ostatnie dwa posty jakie wrzuciłem na https://www.facebook.com/synbiopl dotyczyły właśnie prac nad nowymi społecznościami. O ile wiadomość o projektowaniu syntetycznych społeczności drobnoustrojów przy pomocy sztucznej inteligencji jest ciekawa, to artykuł o tym że laboratorium ma nadzieję na zastosowanie swoich odkryć zmieniając zachowania owadów społecznych (mrówki, pszczoły, termity, itp.) brzmi przełomowo. Na razie to początki więc badania ograniczają się do wykorzystania teorii wzorców Turinga do modyfikacji bakterii E-coli tak aby produkowała przestrzenne, symetryczne kształty.

Tak, chodzi o tego Alana Turinga od matematyki, informatyki i od testu Turinga. Test Turinga bada to czy maszyna nauczyła się ludzkiego sposobu myślenia. I maszyna wcale nie mysi być zrobiona z metalu czy plastiku. Równie dobrze może być organizmem zaprojektowanym przez biologię syntetyczną. Kiedy organizmy z zaprojektowanych przez nas społeczności zaczną zdawać test Turinga? Tego nie wiemy, nikt nawet tego na poważnie nie rozważa ale takie czasy też kiedyś nadejdą. Na początku zaprojektowane przez nas społeczności owadów mogą przydać się do terraformacji obcych planet. Długa droga do tego ale to że w ramach biologii syntetycznej zaczynamy zajmować się socjobiologią jest odważnym krokiem w tę stronę. Całe społeczności będą w stanie przeprowadzać większe i inteligentniejsze projekty niż jednostki. Łatwiej też się będą adaptować do nowych warunków.

Od razu uspokoję że nie będzie warto projektować genetycznie społeczności ludzi. Tutaj raczej pozostaniemy przy indywidualnych zmianach w genomach. Do zarządzenia społecznościami istot z tak rozwiniętymi mózgami jak nasze, z powodzeniem wystarczą systemy oparte na sieciach komputerowych, sztucznej inteligencji i ściśle ukierunkowanej propagandzie. Ciekawy jest news o tym że sztuczna inteligencja tworzy twarze, które podobają się ludziom. Czytając ich fale mózgowe. Wygląda na to, że już nie tak daleko od momentu w którym będziemy widzieć tylko to co chcemy i co nam się podoba. W wirtualnej rzeczywistości. https://www.facebook.com/sztucznainteligencja2029/posts/2864837470434405 Nasz gatunek raczej będzie się zmieniał w kierunku cyborgizacji, integracji ze światem wirtualnym, nie wchodząc już w większe zmiany socjobiologiczne. Choć, oczywiście, przez jakiś czas będziemy jeszcze drobne modyfikacje genetyczne/epigenetyczne w sobie wprowadzać – w celu przezwyciężenia chorób i śmierci. Pisałem o tym w poprzednim wpisie o Homo Syntheticusie ( https://kurpiecki.blogspot.com/2020/12/homo-syntheticus-tak-ale-zbuduje-go.html )

Ciekawy jest ten świat. Przy okazji tych informacji chyba pierwszy raz w życiu żałowałem że nie jestem milionerem. Gdybym był, zatrudniłbym zespół z tego laboratorium.

poniedziałek, 1 lutego 2021

Bagienko i lasy. Chronimy przyrodę i ludzi przed konfliktami - w całej Polsce.

Niestety Urząd Miasta jest niezwykle uparty więc wróciła sprawa Bagienka. No to działamy dalej.

Druga sprawa to rozpoczęcie prac nad wyznaczeniem miejsc w okolicach Jezioraka, które powinny służyć jedynie zwierzętom i rozwojowi bioróżnorodności w naturalnych lasach. A z drugiej strony określenie miejsc w których mogli by się relaksować członkowie lokalnych społeczności i turyści. Końcowym etapem ma być stworzenie naszego, własnego certyfikatu i przyznawanie go lasom w których dba się o przyrodę i relaks dla ludzi. 

No to po kolei.

Pomimo tego że wskazaliśmy wiele alternatywnych lokalizacji miejskich, a także oferowaliśmy wyszukanie terenów prywatnych i przeprowadzenie negocjacji z ich właścicielami, nie została podjęta żadna próba zmiany umiejscowienia wybiegu. Zorganizowanie przetargu przez Urząd Miasta uważam za ostateczne potwierdzenie niechęci do znalezienia rozwiązań kompromisowych. Szkoda że nie udało się rozwiązać sprawy na drodze współpracy.

Oczywiście dalej działamy żeby zmienili lokalizację. Przez petycję do radnych, angażowanie ogólnopolskich organizacji chroniących przyrodę i inne działania. Pomożemy także ludziom w całej Polsce unikać w przyszłości takich sytuacji, dając im narzędzia do skutecznego przeciwstawienia się niechcianym projektom w budżecie obywatelskim. 

Rozmawiałem z posłem Arturem Dziamborem o wniesieniu poprawki w ustawie o samorządach. Na początek zostanie wniesiona interpelacja do odpowiedniego ministerstwa. O efektach będę informował. 

Rozsyłam też do wszystkich samorządów w Polsce analizę:  „Jak przeprowadzić Budżet Obywatelski wbrew obywatelom. Szkodząc przyrodzie. Przykład z Iławy.” Być może uwzględnią proponowane działania prospołeczne w swoich praktykach dotyczących budżetów obywatelskich. Dzięki temu, mam nadzieję, małe społeczności będą mogły skutecznie opierać się agresywnym działaniom aktywnych grup interesów.

Więcej szczegółów na stronie https://www.swuj.pl/bagienko. Na zdjęciu ja z posłem Arturem Dziamborem, po rozmowach w jego biurze poselskim w Iławie.



Przy okazji kilka słów o tym co dzieje się z petycją o utworzenie u nas Leśnych Kompleksów Promocyjnych (LKP, www.swuj.pl/lasy ). A także o tym co warto zrobić w naszych lasach. 

Wyjściem do petycji było stworzenie możliwości do nocowania w naszych lasach z namiotem, tak jak to się odbywało kilkanaście lat temu. Lasy Państwowe przeprowadzały pilotaż programu umożliwiającego nocowanie. Jednak nie w naszych okolicach. Termin pilotażu kończy się właśnie dziś. Potem mają zostać ogłoszone wnioski. Jak na razie doświadczenia są pozytywne ( https://www.lasy.gov.pl/pl/informacje/aktualnosci/pozytywne-oceny-dla-pilotazowego-programu)

Więc być może ten problem zostanie załatwiony i miejsca w których nocowanie będzie możliwe, zostaną wyznaczone w całej Polsce, także w okolicach Jezioraka.

Jeśli tak, to będziemy mogli skupić się na głównym celu powołania w naszych okolicach Leśnych Kompleksów Promocyjnych czyli na większej ochronie przyrody i dążenia do wstrzymania demolowania krajobrazu leśnego w miejscach chętnie odwiedzanych przez mieszkańców i turystów. Czyli, z jednej strony chcemy wyłączenia części lasów z użytkowania przemysłowego dlatego aby mogły tam zacząć rosnąć naturalne lasy i zaczęła rozwijać się tam bioróżnorodność, bez typowej gospodarki leśnej. Z drugiej strony podobne wyłączenie powinno dotyczyć popularnych miejsc dla ludzi, głównie okolic jezior i mniejszych oczek wodnych. Pozwoli to społeczeństwu na dostęp do natury. Obecnie ciężko jest przejść pół kilometra bez natknięcie się miejsca upraw leśnych. A to naprawdę niezbyt przyjemny widok. Również tego rodzaju działania jak niedawne zastąpienie uroczego, drewnianego mostku przy jez. Brzozy, rurą zalaną betonem nie powinny mieć miejsca. Na pewno nie na szlakach turystycznych. Zwłaszcza że nie służy to nikomu oprócz Lasów Państwowych, bo nie jest to droga dojazdowa do żadnej osady. Przy jeziorach nie powinno być ani wycinek ani  składów wyciętego drewna, jak np. ostatnio między jez. Szymbarskim a jez. Kamionka (Slim). Ludzie powinni mieć dostęp do krajobrazów nie zepsutych widokami przypominającymi o produkcji przemysłowej.

Pierwszym krokiem do zmian, po LKP, będzie utworzenie i promocja naszego certyfikatu, który będzie zaświadczać o tym, że polityka lasów, w danej okolicy, jest przyjazna dla środowiska i społeczności lokalnych. Obecnie lasy mają certyfikaty FSC. Pracowałem dla największej w Europie firmy meblarskiej, także w zaopatrzeniu, dla jednego z największych kupców drewna na świecie, więc wiem jak certyfikat FSC jest ważny w marketingu. Ale niestety niewiele daje jeśli chodzi o ochronę bioróżnorodności, rozwój naturalnych lasów i zapobieganie ich dewastacji w miejscach w których wypoczywają członkowie lokalnych społeczności. Mam nadzieję że uda się to zmienić. Właśnie za pomocą naszego, własnego certyfikatu. Wkrótce zaczniemy pracę nad szczegółami. Trochę więcej informacji znajduje się na dole strony z petycją o LKP: https://www.swuj.pl/lasy